Amsterdam? Wiadomo, wiadomo! cz. 1

Powodem mojego wyjazdu do Amsterdamu była Portugalia, a raczej powrót do niej. W tym roku podobnie będę tutaj studiował, choć nie jest to jeszcze pewne pomimo tego, że już jestem w Covilhi. Tanimi liniami nie da się dolecieć bezpośrednio tak daleko z naszego miodem i mlekiem płynącego kraju i tu pojawiła się opcja wylotu z Holandii, która jeszcze okazała się najtańsza spośród wszystkich. Zaproszony przez znajomych, którzy ostatnie 2 tygodnie wakacji spędzali na plenerze artystycznym sponsorowanym przez Unię, nie robiąc absolutnie nic po za imprezowaniem i paleniem dżojów długo się nie zastanawiałem, kupiłem najtańszy bilet na autobus z Gdańska i po 21 godzinach jazdy moi ulubieńcy czekali na mnie na przystanku metra! Zobaczcie zresztą sami, jak bardzo czekali!

Tak się stęsknili moi ukochani Kasia i Kuba!

Ale po dotarciu do naszego Campingu całe swoje okrutne zachowanie odrobili należycie i zaczął się Amsterdam, a w zasadzie Amstelveen!

Od lewej strony: Wojtek, Kasia, Kuba

Pierwsza noc i pierwszy melanż – urodziny Mateusza (oficjalnie dziękuję za dokręcenie dredów!) i mój nowy, kolejny pseudonim – Ahmed. Każdy się jakoś przebierał więc i ja musiałem…

To urodzinowe party przekształciło się w coś czego z Kasią i Kubą po czasie nie mogliśmy ogarnąć swoimi umysłami i tak z tą pierwszą wybrałem się na spacer po ośrodku, że się o mało co nie zgubiliśmy… Na drugi dzień pozostały miłe wspomnienia i fajne zdjęcia z imprezy, która bądź co bądź zakończyła się bez „fajerwerków”.

Urodzinowe przebieranki

„Jeden dżoj z 4 torebek”

Te jednak miały miejsce jakiś czas później, gdy Wojtek doprowadził się do stanu „już nie mogę, ale chodź jeszcze na dżoja” i chwilę później zaczął zwracać na przeciwko domków Niemców, którzy widząc go jakby bali się i zaczęli wychodzić ze swoich schronów i uciekać do najdalszego.

Wojtek

I apropos Niemców…
Pewnego razu podczas kolejnej już imprezy, na przeciwko, w odległości około 10 metrów usiadła grupka naszych zachodnich sąsiadów i zaczęli nas obserwować. Nie wiem kto ich dostrzegł w ciemnościach pierwszy, ale doskonale pamiętam reakcję Kuby, który bardzo intensywnie zaczął ich zapraszać żeby się przysiedli, ale że ogarniał średnio to nie zauważył, że mają po 16 lat i częstuje ich wódką, papierosami czy lucky strikami ;>.

Postanawiam tego wyżej nie komentować :D

Jednak jego najlepsza akcja miała miejsce kilka dni przed wyjazdem podczas jednej z korekt* (ten wyjazd miał na celu nie bycie dzień w dzień zmelanżowanym, lecz na malowaniu obrazów i rysowaniu szkiców. Podczas pierwszej z nich większość ludzie nie zaprezentowała prawie nic, ale jakoś się wybronili, podczas drugiej, która nastąpiła krótko po pierwszej dalej nikt nic nie miał, ale chociaż wszyscy byli trzeźwi). Była to ostatnia, które w zasadzie nikt się nie spodziewał, bo miała się zacząć o 20. Była 21 i nic no to wódka na stół, party, party, party, lucky strike’i, śmiechy, zabawa aż tu nagle informacja, że nauczyciele jednak ruszyli na „polowanie”. Z początku nikt nie chciał wierzyć w taki przebieg spraw, ale to, że za chwilę przeżyję scenę z filmu, gdzie nastoletni syn robi imprezę w domu podczas nieobecności rodziców, a Ci niespodziewanie wracają dzień wcześniej i będą za 30 minut, stało się faktem! W ciągu sekundy wszyscy otrzeźwieli – zabrali się do sprzątania mieszkania, stołu, po prostu niewiarygodne. A wszystko po to, żeby przywitać niechcianych gości. I choć Klaudia i Teresa z domku uciekły to Kasia, Bonzai i nasz bohater Kuba postanowili dzielnie stawić czoła nadchodzącemu zagrożeniu. Jednak czerwone oczy wszystkim pozostały a ja jako nielegalny gość schowałem się w pokoju za drzwiami i nasłuchiwałem z niecierpliwością czekając jak ktoś nie wytrzyma, zacznie się śmiać, albo co lepsze, zacznie śpiewać i tańczyć – „hatee hatee hatee ho – what does the fox say?” Jednak, na nieszczęście taka akcja nie zdążyła mieć miejsca, ponieważ cała korekta która w niektórych domkach trwała po 20 minut u nas skończyła się po 5…

Dlaczego tak się stało napiszę w części drugiej! Na pocieszenie Kuba, który postanowił przespać się na stole, bo kto bogatemu zabroni?

*Korekta – chodzą nauczyciele po domkach i ich celem jest „sprawdzenie” i zasugerowanie ewentualych poprawek do szkiców, czy obrazów, których nikt nie miał.

tonykososki

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s