Dzień 4. – Północ Chorwacji

Gdy dojechałem do morza na obrzeżach miasta, przeszedłem obok jakiegoś baru, w którym spytałem się ludzi o to gdzie znajdę plażę żebym mógł rozłożyć tam namiot i spać. Dostałem wskazówki, szukam i nie mogę nic znaleźć. Wreszcie się zorientowałem o co chodzi i uwierzcie bądź nie, ale nie było żadnej plaży z piasku! Wszystkie składały się z kamieni… Dla części czytających nie jest to zapewne nic specjalnego, niestety jako że jedynym morzem nad jakim do tamtej pory głównie bywałem to Bałtyk, a tu oprócz brudnej i zimnej wody chociaż na plaży mamy piasek to w mojej głowie tak zostało. Zresztą podobnie też było w Hiszpanii czy Portugalii, gdzie kamienie pojawiają się jedynie w postaci skał dookoła niej.

Wreszcie gdy znalazłem kawałek suchej ziemi postanowiłem spróbować się tam rozbić. I gdy już rozłożyłem namiot to chwilę później postanowiłem go złożyć bo zza gór widać było błyski i co rusz dochodziły do mnie dźwięki burzy. Z początku myślałem, że to w oddali, raz słychać było ciszej, raz głośniej, później oszukiwałem siebie, że to przejdzie bokiem, a ostatecznie postanowiłem uciekać, w obawie przed nadchodzącym końcem świata, który rozpoczął się 30 minut później gdy już siedziałem w barze i bezpiecznie obserwowałem całe zjawisko.

Burzę taką jak ta pewnie przeżyłem nie raz jak byłem mały, ale wtedy się bałem i zamiast obserwować to spędzałem trochę czasu w toalecie, trochę w szafie więc muszę przyznać, że tym razem natura nieco zaszalała i spektakl trwał łącznie z półtorej godziny, z 10 minutową przerwą. W związku, że przed sobą miałem otwartą przestrzeń mogłem delektować się pokazem, a grube i długie od nieba do ziemi pioruny sypały się z nieba jeden po drugim w akompaniamencie ulewnego deszczu, a wszystko skończyło się mniej więcej o północy, gdy zamykali bar. Jako, że parę dni później dowiedziałem się, że w okolicy Rieki(!!) w czasie +/- parę dni od mojego przyjazdu odnotowane zostało trzęsienie ziemi to jak to się mówi miałem chyba więcej szczęścia niż rozumu, bo najpierw ocalałem w Ljubljanie, a później przetrwałem nad Adriatykiem.

Do rana nie działo się już nic, obudziłem się zgrzany wyszedłem z namiotu i pomyślałem: jak tu pięknie! Postanowiłem, że zabawie trochę dłużej i nie tylko się umyłem, ale i rozłożyłem się na jakiś kamieniach i zacząłem czytać książkę będąc do połowy zanurzony w wodzie, tak czystej i przede wszystkim niesamowicie ciepłej, że nie wierzyłem w to co się dzieje i za cenę 50 złotych, które wydałem jeszcze w Biedronce na południu naszego mlekiem i miodem płynącego kraju przeżywam coś, tak zwykłego dla wielu ludzi, a tak niesamowitego dla mnie! Po ponad godzinie stwierdziłem jendak, że trzeba uciekać bo niestety nieprzyzwyczajona skóra narażona jest na działanie promieni słonecznych zbyt mocno i już czułem, że ciało trochę piecze. Co więcej do przejechania miałem ponad 150 km co jest mało, ale trzeba się zebrać i ruszyć.

Zdjęcie robione już prawie z autostrady, na którą droga opisana jest poniżej. W tle wieżowce Rieki.

Kierunek Zagrzeb, choć tylko dlatego bo po drodze do Serbii, od której miała zacząć się moja wycieczka, ale że autostopu nie przewidzisz to rozpoczęła się na dobre w Mariborze. Więc najpierw trzeba było złapać coś do miasta, później z miasta w kierunku stolicy… I tu pojawił się problem, bo autostrada była parę kilometrów dalej, co gorsza trzeba było iść ciągle ostro pod górę w temperaturze ponad 30 stopni. Ostatecznie opłacało się, bo 15 minut później od momentu dojścia jechałem już w odpowiednim kierunku, jednak muszę przyznać, że w Zagrzebiu dla mnie nie było zupełnie nic. Jedyne co odnotowałem to dwójka chłopaków ćwicząca street football oraz kościół z dachem, który wyglądał jak by był grubymi nićmi szyty, a nie zbudowany metodą konwencjonalną. Więc niedługo później postanowiłem złapać jakiegoś busa, który wywiezie mnie na autostradę, a złapałem starego dziadka, który gdy wreszcie zrozumiał czemu tu jestem i jak podróżuję i powiedział, że poświęci 5 minut dłużej i podrzuci mnie na stację benzynową na autostradzie, a tam to już z górki!

tk

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s