Kraj, w którym idzie się zakochać!

Po za Turcją, w większości zwiedzanych krajów spędziłem po dwa, trzy, góra cztery dni. Ze względu na ograniczenia czasowe, w Czarnogórze sytuacja miała się dokładnie tak samo. Mimo wszystko przez ten krótki okres czasu to małe państwo przekonało mnie do siebie bardzo mocno. Piękne krajobrazy wysokich, skalistych gór, piaszczyste plaże i niewielkie dystanse do pokonania między nimi sprawiają, że jest to miejsce idealne do wypoczynku przez cały rok – latem nad wodą, a zimą na „desce” czy nartach.

Przez koty w Kotorze, które nie dały mi spać to co miałem zobaczyć zrobiłem bardzo szybko, a później czekałem bardzo długo, żeby wyjechać z miasta. Planem na dziś, zweryfikowanym przez przepiękną rzeczywistość Montenegro, było dojechać do mostu Durdevicia na rzece Tara. Ostatecznie „utknąłem” 40 km od celu, ale dzięki temu wreszcie uzupełniłem zapasy jedzenia i picia.

IMG20130807_009

Tu zaczynałem…

IMG20130807_019

… tu skończyłem

Podróżowanie po Bałkanach ma to do siebie, że po za przepięknymi krajobrazami, życzliwymi ludźmi i względnie niskimi cenami jest to miejsce, w którym o wojnę nigdy nie było trudno, przez co dawni Jugosłowianie choć tacy sami, to 23 lata po rozpadzie mocarstwa mają zupełnie inne poglądy na to co dzieje się w ich regionie. Najwięcej do powiedzenia zawsze mają Serbowie, bo to oni sukcesywnie są „okradani” ze swojego państwa, a sprawa podziału terytorialnego jest tak poważna, że jako jedną z podstawowych rad, którą dostawałem od bardziej doświadczonych osób było unikać tematu niedawnej historii. Od czasu do czasu, znalazł się jednak kierowca, z który był skory do rozmów i taki właśnie trafił się na drodze z Kotoru do plaży w Petrovac (Serb). Według niego Serbia to już jedyny „brat” Rosji w Europie, w związku z czym Unia Europejska i USA celowo starają się ją osłabić i tworzą sztuczne podziały, jak Czarnogóra czy Kosovo. Na uzasadnienie swoich słów dodał, że czy w Podgoricy, Prisztinie czy w Belgradzie to są ci sami ludzie, którzy mówią w tym samym języku i spytał – gdzie tu logika? Ma rację, ale jeśli o Kosovo chodzi, to w tej kwestii nawet Albania podnosi rękę w górę sygnalizując, że jej się coś należy. Ze względu na zawiłość całej sytuacji, wycieczka na Bałkany po historię nie była najlepszą decyzją – jednak według mnie to co wszyscy spotkani ludzie mi powiedzieli wyjaśnia dlaczego ten region jest tak niestabilny i ciągle mają tam wojny… ale o tym wszystkim sukcesywnie będę pisał później, albo nawet stworzę osobny post.

Po bardzo interesującej rozmowie, kolejnym przystankiem była piękna, duża i niestety cała zatłoczona plaża, na której pierwszymi spotkanymi osobami byli oczywiście Polacy. Po krókiej rozmowie stwierdziłem, że im ufam, zostawiłem ciuchy, a sam poszedłem do wody – przejrzystej, ale ze względu na masę turystów nie do końca wolnej od śmieci, za to o idealnej temperaturze. Może godzinę później idąc deptakiem dokonałem – jak mi się wydawało – interesu życia. Za jedno Euro kupiłem aż 3 gałki lodów… idąc dalej można było w tej samej cenie dostać aż 6 i to nawet o smaku snickersa. Tak czy inaczej, całą drogę „na wylotówkę” zastanawiałem się, jak to możliwe, że jest tu tak tanio, skoro nad polskim Bałykiem choć zimniej i brudniej, to 4 złote za jedną kulkę może być czasami za mało!

Jadąc ku celu postanowiłem, że ominę Podgoricę ze względu na to, że w dawnej Jugosławii wraz z Mostarem były to dwa najcieplejsze miejsca, a ten drugi dał mi się już we znaki, gdy byłem w Bośni. Widoki jakie ujrzałem w drodzę do mostu Durdevicia były oszałamające i po raz kolejny: „nigdy nie sądziłem, że kiedyś będę w stanie zrobić tyle w ciągu jednego dnia” rozbrzmiewało w mojej głowie…

IMG20130807_014IMG20130807_015 IMG20130807_016

Kolejnego dnia jadąc przepiękną drogą dostałem się do mostu, po którym następnym przystankiem był oddalony o 20 km Żabljak i położony nieopodal kanion rzeki Tara. Droga na szczyt góry Curevac, z której można owy obserwować była długa, ale piękna. Cały 7km dystans musiałem pokonać pieszo, ale na szczęście na szczycie spotkałem nikogo innego jak Polaków, którzy zgodzili się mnie zabrać do miasta skąd jeszcze tego samego dnia udałem się w drogę do Kosova, lecz z uwagi na późną porę nie dojechałem za daleko i tamtą noc spałem przy tym pięknym, sławnym i nieoświetlonym moście. Możecie sobie wyobrazić jak zjawiskowo wyglądało niebo po drugiej stronie, gdy oddaliłem się trochę od jedynego źródła światła w promieniu 20 km jakim była restauracja… przy okazji możecie sobie też wyobrazić jaki strach czułem wracając tą samą drogą, widząc w ciemności na metr do przodu, pod sobą mając może 400 metrową przepaść, a za sobą dwóch facetów…

 

IMG20130808_001 IMG20130808_002 IMG20130808_003 IMG20130808_006 IMG20130808_009 IMG20130808_010 IMG20130808_016

Wreszcie kolejnego poranka, który miał być ostatnim ruszyłem pełen energii do najmłodszego europejskiego kraju. Dystans do pokonania nie był zbyt wielki, a jednak mogę mówić o szczęściu, że na koniec dnia wylądowałem 20 km od granicy, bo gdyby nie dredy dzięki którym kobieta pomyliła mnie z dziewczyną to dalej do zrobienia została by stówa… Rozaje, gdzie ze względu na noc musiałem zrobić postój okazało się miejscem, w którym życzliwość ludzka przekraczała wszelkie możliwe granice. Pomijając to, że jeszcze o zmroku poznałem Czarnogórca, który pracuje w Warszawie od wielu lat i po krótkiej rozmowie najpierw zaprosił mnie na kawę, później do baru żebym się najadł i wreszcie zaproponował nocleg na swojej posesji, to prawdziwy szok przyszedł rano. Spałem gdzieś w widocznym miejscu, jak się okazało przy ścieżce do sklepu i już od samego rana zostałem obudzony przez zaciekawione dzieci –  tyle co moją osobą, a namiotem, który prawdopodobnie w tym miejscu stał po raz pierwszy. Ledwo rozpiąłem zamek, to podszedł sarszy pan pytając czy wszystko ze mną ok i czy chciałbym napić się kawy. Ledwo wyszedłem z namiotu ktoś 20 metrów dalej zaczął machać do mnie, a pół minuty później ktoś inny wrócił ze sklepu i rzucił mi sok. Dzieci zaczęły bawić się w pustym namiocie, a te starsze przyniosły chleb z szynką i serem. To co się stało tamtego poranka było przejawem największej dobroci w życiu z jaką się spotkałem. I jak tu nie kochać podróżowania?

IMG20130810_001 IMG20130810_002

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s