Tam, gdzie zapach prochu jeszcze unosi się w powietrzu…

Wyjazd na Bałkany to nie to samo co zbliżająca się wielkimi krokami wycieczka do Brazylii, ale z pewnością wyprawa w nieznane, którego największymi niewiadomymi były właśnie Kosovo i Albania. O ile o tej drugiej nic złego nie słyszałem i tylko wewnątrz mnie był ten dreszcz emocji, to o nowo powstałym europejskim kraju naczytałem się wiele. Zaminowane pola, wojsko na ulicach, kraj krótko po wojnie… Jednym słowem, wiele złego i prawie nic dobrego, czyli miejsce, które przyciąga!

Granice jak zwykle musiałem przejść piechotą. Był korek więc kierowca, który mnie dowiózł otwarcie zaproponował, żebym na niego nie czekał, tylko pytał po drugiej stronie czy mnie ktoś weźmie, bo on jeszcze i z dwie godziny pewnie postoi. Pragnę dodać, że przejście po stronie czarnogórskiej wyglądało o wiele lepiej niż to, które zaraz zobaczycie na zdjęciu.

IMG20130810_003

Do najbliższego miasta (Peć) położonego za górami było około 30 km. Los chciał, że jechałem ciężarówką, a ta najprościej rzecz ujmując, ledwo co wyrabiała zjeżdżając krętą górską drogą i tak podróż zamiast zakończyć się w paręnaście minut wydłużyła się do prawie godziny. Wreszcie wysiadłem, a do „centrum” czy czegokolwiek budzącego zainteresowanie trzeba było przejść z 2 -3 kilometry, więc przez ten czas kreowałem swoje pierwsze wrażenie. Zapomniałem praktycznie o wszystkim co miałem wcześniej w głowie i do teraz pamiętam pierwsze pytanie, które mi się nasunęło – dlaczego jest tu tyle niedokończonych inwestycji, czemu, gdy dom już prawie gotowy to nikt tu nie pracuje? Później okazało się, że te wszystkie niedokończone „sprawy” nie są powodem nagłego kryzysu, tylko to obraz odbudowującego się kraju po wojnie, która skończyła się zaledwie parę lat temu. To dało do myślenia, że naprawdę „punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia”.

Peć, to miasto gdzie spędziłem najwięcej czasu i tak naprawdę zobaczyłem najwięcej interesujących mnie rzeczy. Przechadzając się ulicami miasta natykałem się na budynki, których ściany miały nienaturalnych wielkości dziury, a ich falisty kształt z pewnością nie był dziełem wybitnych architektów XXI stulecia. Samo miasto pomimo widocznego rozwoju, na razie nie przypominało miejsca, które daje wielkie możliwości, a opcja wybrania 5 euro w bankomacie tylko potwierdzała jak bardzo społeczeństwo jest zubożałe. Obecnie, jedynymi obiektami strzeżonymi przez wojsko są serbskie świątynie protestanckie. Żeby wejść do klasztoru trzeba od żołnierza pobrać „akredytację”, a później już nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sobie spokojnie maszerować po całym terenie. Muszę oddać, że monastyr w Peciu był pierwszym tego typu kościołem, który zobaczyłem i od razu bardzo przypadł mi do gustu. Ściany zamalowane od góry do dołu sakralnymi freskami, które miały po paręset lat robiły spore wrażenie. 

IMG20130810_006

IMG20130810_005 Polska sprzed 15 lat?

\IMG20130810_004IMG20130810_016   IMG20130810_021IMG20130810_015IMG20130810_019IMG20130810_017IMG20130810_018 IMG20130810_020IMG20130810_009IMG20130810_007      IMG20130810_014IMG20130810_011 IMG20130810_013

IMG20130810_022

To wejście do kościoła w innym, położonym nieopodal mieście. Choć zdjęcie niewyraźne to w oddali idzie dostrzec zamaskowaną wieżyczkę.

Pierwszą noc spędziłem niedaleko centrum handlowego położonego w okolicy następnego miasta, które miałem zwiedzać, a w którym nie było kompletnie nic po za meczetem. Muszę przyznać, że się trochę bałem, ale schowany za budynkiem stacji benzynowej, czułem się w miarę bezpiecznie. Ostatniego stopa złapałem późnym zmierzchem. Jadąc w mercedesie nawiązałem rozmowę z kierowcą i jego kolegą, okazało się, że są z Albanii, a ponieważ wkrótce się tam wybierałem, z ciekawości zapytałem z jakiego miasta? W odpowiedzi dostałem: Stąd… z Kosova. Kosovo to Albania. I rzeczywiście… w kraju Kosovo, które zaledwie od paru lat ma swoją prowizoryczną flagę do 90% obywateli stanowią Albańczycy. To wyjaśniało dlaczego tak wiele razy każdego dnia przejeżdżały obok mnie ślubne konwoje z albańskimi flagami i potwierdzało, że teorie jakoby następnym krokiem było referendum i przyłączenie regionu do Albanii są prawdziwe. Pewnego razu, nawet sam rodowity Kosovianin zwrócił uwagę na ilościowe różnice obywateli i wyjaśnił, że chcieli odłączyć się od Serbii dlatego, że ci nie pozwalali im się rozwijać i siłą, bądź „prawem” tępili inteligencję. Obecnie, albo „narodowcy”, albo Albańczycy zamazują Serbskie nazwy miast na tablicach informacyjnych, zostawiając tylko te po albańsku.

IMG20130811_005 IMG20130811_006 IMG20130811_002IMG20130811_013

Jadąc dalej, trzecim i przedostatnim miastem przed stolicą był Prizren. Będąc wciąż w Dżakovicy i obserwując miejscową „myjnię” samochodową, która myślą techniczną w 100% przypominała to co parę dni później zobaczyłem w Albanii, zatrzymało się wreszcie auto i kierowca machnął ręką żebym wsiadał. Nie było za bardzo o czym pogadać więc siedzieliśmy cicho, a ten od czasu do czasu tylko pytał się dokąd jadę i gdzie dokładnie chcę wysiąść. I stało się! Dojechaliśmy na miejsce, a zanim zniknąłem zostałem poproszony pierwszy raz w życiu o pieniądze za podwózkę! Ponieważ kierowca zatrzymał się po mnie prawie na środku drogi to nie było czasu na magiczne „I am looking only for hitchiking, no money transport” i, ostatecznie też trochę ze strachu, musiałem oddać wszystko co miałem. Razem zebrało się około 1,5 euro. Ponownie machnął ręką, jednak tym razem nie był to gest zapraszający, a raczej mówiący, żebym jak najszybciej zniknął mu z pola widzenia. Prizren przeszedłem w godzinę, centrum było ładniejsze niż Peć, ale jak wspomniałem – co miałem zobaczyć to już zobaczyłem i niedługo później udałem się na wylotówkę do stolicy. W końcu zawsze jest to miejsce, które posiada wszystko co „naj” więc nawet jeżeli teraz wygląda jak wygląda, to za 10, 20 lat to właśnie tam będzie widać największą zmianę! Dojazd szedł mi strasznie, aż wreszcie zrezygnowany machnąłem, żeby zatrzymał się autobus. Wewnątrz wyjaśniłem, że nie mam pieniędzy, ale jak dojedziemy to pójdę do bankomatu i zapłacę. Jednak kierowca widząc mnie brudnego, spalonego na twarzy, zmęczonego i z dużym plecakiem ostatecznie mi podarował. Ostatnią noc spałem na stacji benzynowej na autostradzie, która posiadała internet. Zostałem nawet poczęstowany piciem. I jak tu nie kochać podróżowania, gdy nawet tam, gdzie są zaminowane pola, ludzie są tacy dobrzy?

 

IMG20130811_010

Jak się odeszło trochę od „w marę ładnego starego miasta” w Prizren, to też ukazały się, prawdopodobnie, wojenne pozostałości

IMG20130811_015

Cały kraj w budowie…

IMG20130811_011

Jak widać NATO pomogło!

IMG20130811_012

Choć z zewnątrz wyglądają normalnie, w środku stacji benzynowej puste pułki to standard…

IMG20130811_014

STOLICA IMG20130811_025 IMG20130811_026IMG20130811_016IMG20130811_020IMG20130811_018IMG20130811_019IMG20130811_017 IMG20130811_022 IMG20130811_021 IMG20130811_027

IMG20130812_001

Standardowe śniadanie, na stacji benzynowej!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s