Tak wygląda niebo!

Dwa lata temu kiedy przyjechałem do Portugalii nie śmiałem twierdzić, że ten wyjazd tak bardzo mnie zmieni i zaprowadzi tak daleko. Chodząc na lekcje kursu językowego przykładałem się średnio i nigdy też nie sądziłem, że uczeń z naciągniętymi 10 punktami będzie wstanie dogadać się kiedykolwiek z kimkolwiek. Jednak Erasmus zmienia, sprawia, że człowiek zamiast siedzieć na uniwersyteckiej auli podróżuje przez co dojrzewa szybciej, uczy się więcej i nawiązuje nowe znajomości, które trwają i trwają – tak jak te z moimi znajomymi z Brazylii. Od momentu poznania pierwszych osób z kraju kawy zacząłem marzyć o podróży do Ameryki Południowej. Wyjazd do Brazylii stał się celem nadrzędnym w moim życiu – zacząłem kombinować, planować, wreszcie wszystko sobie poukładałem i pomimo wszelkich trudności, które stanęły mi na drodze, pomimo wszelkiego zmęczenia i znudzenia załatwianiem papierkowych spraw, pomimo straconych biletów na miesiąc przed Mundialem nie poddałem się. Nagroda jest wielka. Jestem tu gdzie od ponad półtora roku chciałem być i na dwa dni przed rozpoczęciem największej imprezy sportowej świata piszę dla Was prosto z Rio de Janeiro! Pierwszy raz w moim życiu nie brakuje kompletnie niczego, pierwszy raz euforia jest wynikiem mojej ciężkiej pracy, pierwszy raz ktoś powiedział, że chciałby być mną.

Po przejechanych 700 km do Madrytu, dwóch nocach spędzonych na lotnisku, prawie spóźnieniu się na samolot w Casablance, około 21 30 czasu lokalnego (w Polsce są +4h) wylądowałem na lotnisku w Guarulhos, wypełniłem jakiś dokument i wreszcie postawiłem stopę w swoim „niebie”. Chwilę później koleżanka odebrała mnie z miejsca lądowania i tak o to przez kolejną godzinę jechaliśmy samochodem do niej do domu, choć wszystko wydawało się być tak blisko siebie. Wziąłem prysznic, zostawiłem rzeczy i pojechaliśmy na melanż, który ze względu potwornego zmęczenia organizmu skończyłem w momencie, w którym straciłem świadomość tego gdzie jestem. Na szczęście obudziłem się w łóżku i jak się później okazało, nawet do niego sam doszedłem – jedyne co zniknęło w niewyjaśnionych okolicznościach to pamięć.

Po idealnym rozpoczęciu pobytu, kolejnego dnia Tami chciała mi pokazać parę rzeczy godnych zwiedzenia, ale ze względu na zmęczenie, lenistwo i po części kaca jedyne co udało się nam zrobić to zejść do garażu po samochód… i utknąć w nim. Znajoma przekonana, że klucze od auta ma w torebce, a dokumenty są w środku zamknęła dom na kłódkę i jak się później okazało znaleźliśmy się w patowej sytuacji – nie mieliśmy ani jak odpalić auta, ani jak wrócić do środka. Szczęśliwie 30 minut później wróciła jej mama i nas uratowała – nieszczęśliwie było już zbyt późno, żeby gdziekolwiek jechać, bo w nocy, która ze względu na zimę w Brazylii nastaje około 17 30, jest średnio bezpiecznie zwiedzać favele, czy poruszać się blisko nich.

Zdecydowaliśmy się zatem na mały spacer po okolicy Santo Andre, gdzie Tami mieszkała. Uprzedzony wcześniej, że nic tam nie zobaczę wyruszyliśmy w drogę i się zaczęło… żebyście mogli zrozumieć to co czułem w tamtym momencie musielibyście być wewnątrz mnie. Niemniej jednak wszystko, dosłownie wszystko co zobaczyłem było tak piękne w swojej prostocie, że Tami dalej nie dowierzała co mi się tak podoba. Wszystko co zobaczyłem wyglądało jak Polska za czasów mojego dzieciństwa. Choć nie byliśmy w faveli, to malowidła ścienne były wszędzie. Zwykłe wejście do sklepu, ze względów bezpieczeństwa posiadało „bramkę”, a styl w jakim wybudowano ulicę tak bardzo różnił się od tego co na co dzień mamy w Europie. Drzewa o pniu, którego nie objęło by nawet 5ciu mężczyzn swobodnie stoją obok chodnika, który nie dość, że jest pochylony, to jeszcze ma dziury i „uskoki”, a na wysokości praktycznie mojej głowy ciągle wystają jakieś dachy od garażów. W tym nowym świecie czułem się jak małe dziecko. Pierwsze kroki stawiane na ulicach nowego świata były jak raczkowanie – w przeciągu jednego godzinnego spaceru byłem bliski przewrócenia się kilka razy. W chwilę zorientowałem się, jak bardzo to miejsce przypomina moją dzielnicę, gdzie się wychowałem. Ostatecznie nic co zobaczyłem nie było mi obce, jednak dopiero teraz zauważyłem, jak bardzo Europa poszła do przodu i w jak bardzo wygodnym kontynencie przyszło nam żyć. Nawet w Polsce linia energetyczna jest uporządkowana i większość kabli idzie pod ziemią – tu… nikt o nic nie dba, byle by działało – byle szybciej, byle bardziej na odwal. Przyjeżdżając do Brazylii nie wiem do końca czego się spodziewałem, ale na pewno nie aż takiej dezorganizacji, syfu i biedy. Jednak to co zastałem na ulicach Santo Andre podczas pierwszego spaceru, było tym co tak mocno mnie zafascynowało. Tami dalej była w lekkim szoku, a ja niczym w amoku pokonywałem ulice na których nawet nie ma świateł dla pieszych, żeby zobaczyć więcej i więcej. Do domu wróciłem spełniony i szczęśliwy. W ciągu zaledwie godziny, przez to co zobaczyłem, zyskałem tyle wiedzy ile na lekcjach geografii nie dowiedziałem się przez cały okres edukacji. Uwierzcie, że prawdziwym jest powiedzenie „nie mów mi jaką szkołę skończyłeś, powiedz mi ile podróżowałeś” – czy coś w ten deseń. Byłem i jestem w niebie – obojętnie jak ono się prezentuje.

WP_20140607_002

Więc, tak o to byliśmy w drodze do Sao Paulo :D

WP_20140607_003 WP_20140607_004 WP_20140607_006 WP_20140607_007 WP_20140607_008 WP_20140607_010 WP_20140607_013 WP_20140607_016 WP_20140607_017 WP_20140607_020 WP_20140607_023 WP_20140607_025 WP_20140607_026 WP_20140607_028

Następnego dnia, wstaliśmy z samego rana – w planie było zobaczyć stadion „Corinthians” – odnowiony, przygotowany (choć jeszcze nie w pełni) na mecz otwarcia mistrzostw świata – i przejechać się niedaleko faveli, którą każdy „gringo” z Europy zawsze tak bardzo chce zobaczyć. Poszło szybko, w związku z czym zatankowaliśmy auto i pojechaliśmy jeszcze do parku bliżej centrum miasta. Trzeba dodać, że tutaj na stacji benzynowej nie leje się paliwa samemu, tylko grzecznie czeka w samochodzie aż pracownik podejdzie i sam nas obsłuży. Po parku, przyszła pora na obiad, a że bliżej było do Japońskiej dzielnicy, to Tami zabrała mnie na obiad właśnie tam. Jako, że nigdy w takiej nie byłem, to pytany o to co chcę zjeść bezradnie rozkładałem ręce do momentu, w którym przypomniało mi się, że ulubionym daniem Naruto jest Ramen. I stało się… jako fan tego anime wreszcie spróbowałem jego ulubionej potrawy!

WP_20140608_015

Itaquerao. Stadion w Sao Paulo.

WP_20140608_049

Tak – to tak na prawdę wygląda kokos. Tu Pani obiera go ze skóry, żeby przebić się przez owoc i wydobyć z niego sok.

WP_20140608_003 WP_20140608_004 WP_20140608_018 WP_20140608_033 WP_20140608_035 WP_20140608_038 WP_20140608_040 WP_20140608_053 WP_20140608_058 WP_20140608_059 WP_20140608_062 WP_20140608_063 WP_20140608_064 WP_20140608_065 WP_20140608_076 WP_20140608_077 WP_20140608_078 WP_20140608_081 WP_20140608_082

Jednak to nie był jeszcze koniec wrażeń na „dziś”. Po powrocie do domu, pożegnaliśmy się, a ze względu, że Sao Paulo to nie Gdańsk, metro strajkowało i mój plecak się rozwalił to nie byłem za bardzo mobilny i zamiast szukać, gdzie mieszkają inni znajomi nocowałem u taty Tami, który zabrał mnie spod jej domu do siebie. Z początku miałem obawy, że będzie sztywno i nudno, ale jak się okazało, że był to strzał w 10. Widok rozpościerający się na Sao Paulo z 17go piętra był czymś co po raz kolejny zapamiętam do końca życia. Wreszcie, krótko po dotarciu poszliśmy do sklepu kupić piwko, przyszli znajomi i tak o to przypadkiem wylądowałem na imprezie, na której musiałem mówić tylko po portugalsku… Oprócz tego kolejną ciekawą rzeczą było wejście do bloku, czy wjazd do podziemnego garażu. To co u nas spotykane jest tylko w dzielnicach bogaczy, tu jest oczywistym symbolem bezpieczeństwa, na który nie każdy może sobie pozwolić, ale który wiele pracujących ludzi posiada. Żeby wkroczyć na teren budynku trzeba pokonać 2 bramy – po przejechaniu pierwszej ta się zamyka i dopiero później otwierana jest druga i można spokojnie wjechać. Obywatel bez przepustki, sam nie ma prawa wstępu!

WP_20140608_089

Przed mistrzostwami świata, pomimo tego, że ludzie są przeciwko ze względu na wszechobecną biedę, to niektórzy malują ulice, ciesząc się z nadchodzącego wydarzenia

WP_20140608_091

Widok, dzięki któremu czułem się jak w Nowym Jorku :D

Po „imprezie” i parugodzinnym nocnym gapieniu się na wspomnianą panoramę Sao Paulo, poszedłem spać, a kolejnego dnia o 7 rano, autobusem, wyruszyłem do Rio de Janeiro! Podró miała trwać 7h, wyszło 8,5. Ze względu na gigantyczny korek, który tamtego dnia w mieście wyniósł blisko 700km, z największego miasta Ameryki Południowej wyjeżdżaliśmy ponad 2 godziny… Tak czy inaczej – Brasil te amo!

WP_20140608_092[1]

Po kupnie biletu autobusowego najpierw, na maila przychodzi taki voucher, który później…

WP_20140609_003

… w takim biurze wymienia się na „bilet”…

WP_20140609_008

… który trzymam w buzi, a jest zwykłym wypisanym papierkiem i wygląda jak paragon.

WP_20140609_004

Ja i tata Tami na dworcu autobusowym.

WP_20140609_013

Dwugodzinny korek w Sao Paulo…

WP_20140609_011

Przed Euro2012 w Polsce wiecznie narzekano, że nic nie jest gotowe. Wyobraźcie sobie Brazylię, w której miasto nie ma bezpośredniego połączenia z lotniskiem. Most który widzicie miał być trasą kolejki łączącej Sao Paulo z Guarulhos. Przy okazji – w Rio jeszcze nie skończyli stacji metra – mecz jest za 5 dni.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Tak wygląda niebo!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s