Keep calm & enjoy Rio! Just don’t forget to be careful.

Nigdy w życiu bym nie przypuszczał, że pewnego dnia będę mieszkał w Rio de Janeiro. Cóż… „to jak sen, który spełnia się” w tym momencie. Każdy dzień przynosi nowe, niezapomniane przygody, a czasem, tych intensywnych sytuacji jest taki natłok, że spokojnie można by je rozłożyć po jednej na kilka dni i też nie było by nudno. Od początku mojego pobytu w Mieście Boga minęło zaledwie 10 dni i choć do zobaczenia jest jeszcze więcej niż mniej to i tak już czuję jakbym był tutaj dobre 2 miesiące…

Była 15 30, 9go czerwca, 3 dni przed rozpoczęciem mundialu, 6 przed pierwszym meczem na Maracanie – było idealnie. Wysiadłem z autokaru po blisko 8h drogi z São Paulo, na dworcu spotkała mnie znajoma, pojechaliśmy na stadion odebrać moje ciuchy i akredytację, po czym już późnym wieczorem wracaliśmy do domu, a że mieszkamy w północnej części Rio zwanej „Ilha do Governador”, to ze stacji Central 40 minut drogi to minimum. Jak na złość tego dnia autobus był zatłoczony i ja zmęczony, z moim 13 kilowym plecakiem z urwanym ramieniem oraz resztą rzeczy, musiałem najpierw przedrzeć się na jego koniec, żeby mieć gdzie postawić bagaż, a później prawie całą drogę stać. Jakie było pierwsze wrażenie? Czułem się zagubiony i przestraszony. Dzięki opowieściom moich znajomych wszyscy ludzie wydawali mi się podejrzani, a na dodatek w połowie drogi wsiadły tylnymi drzwiami dzieciaki z faveli. Byli w różnym wieku, jeden ubrany lepiej, inny bez butów, któryś ze starszych od razu jak zobaczył „gringo” zaczął do mnie coś gadać – na szczęście Alexandra rozumiała i uniknąłem konwersacji, wreszcie wysiedli po paru przystankach i ostatecznie niczego nam nie ukradli. Na samą myśl, że wkrótce będę sam wracał ze stadionu jeszcze później, zadawałem sobie pytanie – dlaczego FIFA ma nas wolontariuszy tak bardzo gdzieś i nie dba o to, że w tak niebezpiecznym miejscu niektórzy będą musieli wracać sami, ubrani w te błyszczące na kilometr plecaki, dające do zrozumienia wszystkim wokoło „hej, jestem turystą, chodź mnie okraść”?

WP_20140609_014

WP_20140609_015WP_20140609_018WP_20140609_026 Droga do Rio miała być nudna. Przez całą prawie spałem, ale wychodzi na to, że obudziłem się w idealnym momencie!

WP_20140609_036

WP_20140609_038WP_20140609_045 Odbiór akredytacji i Maracanã!

WP_20140611_001

WP_20140611_010WP_20140611_006WP_20140611_00310360631_716785281701139_3361050979601127687_n Okolica, w której mieszkam, czyli Ilha do Governador

 

Szczęśliwie jak do tej pory, nie przytrafiło mi się nic złego, po za jednym wyjątkiem. Dwa dni temu, gdy Brazylia grała z Meksykiem swój drugi mecz na mistrzostwach świata postanowiłem, że obejrzę go gdzieś w mieście – bo po co siedzieć w domu? Ze względu, że dotarłem do centrum dość późno – przypominam, że tu robi się ciemno bardzo szybko – doszedłem do wniosku, że nie samą piłką żyje człowiek, więc następną grę obejrzę na Copacabanie, a tą już sobie odpuszczę, na rzecz zwiedzania. Ostatecznie cały ten dzień przeszedł do historii mojego życia, ale zachowajmy chronologię. Kręcąc się uliczkami „starego miasta” natknąłem się na telebim, na fajnie przyozdobionej ulicy, gdzie mecz oglądało multum ludzi poubieranych w żółte koszulki. Wyglądało to na okazję, której przepuścić nie mogłem i drugą połowę spędziłem z „Canarinhos”, którzy niestety tylko zremisowali z Meksykiem 0-0. Gra miała miejsce w dzielnicy Lapa, gdzie tak naprawdę telewizor był w każdym sklepie czy barze, a po meczu wszyscy i tak świętowali, a na ulicach jak zwykle były tłumy ludzi. Niedaleko stamtąd jest favela, spokojna i spacyfikowana, gdzie ze względu na kolorowe schody kręci się masa turystów – część z nich wynajmuje nawet hostele. Tam spotkałem 2 osoby, zacząłem z nimi konwersację, tak minęło kolejne 30 minut, do momentu w którym rozmowa przestawała się kleić, a mecz zbliżał wielkimi krokami w związku z czym zdecydowałem się, że jadę na plażę. Jeden z nich pojechał ze mną, później okazało się, że ci w ogóle się nie znali. Podczas drogi, uprzednio przepraszając za moją bezpośredniość, tłumacząc to, że jestem tylko turystą, wypytywałem się Andersona o to jak wygląda życie w faveli od urodzenia, z kim tam mieszka, czy widział strzelaninę… Niestety, pytałem o wiele, ale nie wiele się dowiedziałem. Chłopak był zaskoczony tym, że jestem tak bardzo zainteresowany jego życiem i chyba nie do końca rozumiał co mam na myśli mówiąc „opowiedz mi wszystko”, bo co on ciekawego ma do powiedzenia? Dojechaliśmy na plażę, z problemami, ale rozmawialiśmy na różne tematy, później obejrzeliśmy razem mecz i rozeszliśmy się. Było to jedno z najpiękniejszych przeżyć w moim życiu, zrobiłem coś, co moi znajomi zawsze mi odradzali, poznałem człowieka, którym prawdopodobnie wiele bogatych ludzi, czy tych z klasy średniej po prostu gardzi ze względu na jego status społeczny i dlatego, że mieszka na północy Rio w jednej z niebezpiecznych favel. On powiedział mi jedną ważną rzecz, którą tak bardzo chciałem usłyszeć: „To jest dziwne, Ty jesteś inny niż reszta turystów, bo nikt z nich nigdy nie przyjeżdża tutaj, żeby poznać ludzi”.

WP_20140612_075WP_20140612_080WP_20140612_086WP_20140617_074

WP_20140612_087

To przy tych schodach spotkałem Andersona. Z oczywistych względów nie robiłem zdjęć nocą.

WP_20140617_063

WP_20140617_072 Tak wyglądały w dzielnicy Lapa wszystkie miejsca, gdzie był transmitowany mecz.

Po niesamowicie emocjonującym spotkaniu Rosja zremisowała z Koreą 1-1. Mecz, pomimo niskiego wyniku był bardzo emocjonujący, na tyle, że pijani kibice z Chile, które dnia kolejnego grało z Hiszpanami na Maracanie, zaczęli śpiewać, tańczyć, ogólnie odwalili kawał dobrej roboty – pokazali to co w mistrzostwach najważniejsze, część swojego kraju, kultury i stworzyli niesamowitą atmosferę, która pochłonęła mnie w całości. Po kolejnych 30 minutach ich zapał i entuzjazm opadły. Było po 21 więc i przyszła pora na powrót do domu – 40 minut do stacji central, później czekanie i kolejna 40 stka do domu. Co ciekawe, chłopak który nie wyglądał w żaden sposób podejrzanie i który pomógł mi znaleźć autobus jadący w moim kierunku, gdy wsiadałem zapytał czy chciałbym kupić trochę kokainy… Jednak to było nic w porównaniu do tego, co przytrafiło mi się 20 minut wcześniej schodząc ze słynnej Copacabany. Szedłem sam i podbiegł do mnie jakiś gagatek tzw „malandro” (taki cwaniaczek, który tylko patrzy gdzie tu coś ukraść) a pierwsze co przyszło mi przez myśl to panika i strach, które mówiły coś w stylu: „a widzisz? Znajomi ostrzegali, że tu może być niebezpiecznie”. Zaczęła się rozmowa, standardowo czy lubię narkotyki, a może wypił bym piwko? Moje odpowiedzi typu não, não i não jakoś do niego nie trafiały i swoją ciężką rękę dalej trzymał na moim ramieniu. Całe zajście trwało krótko, po 15-20 metrach odpuścił, bo niedaleko stał policjant. Ja miałem ręce w kieszeniach więc nic z nich nie wyjął, nie podbiegł żaden inny jego kolega, żeby wyciągnąć mi coś z plecaka. Wszystko skończyło się dobrze, ale z pewnością „Rio” dało mi ostrzeżenie, że tu trzeba uważać, a idąc samemu jest się po prostu łatwym celem.

Pomimo złego wizerunku, który przedstawiłem, to tak naprawdę przeżywam tutaj najlepszy okres swojego życia. Jak wspomniałem na początku, dzieje się zbyt wiele, żeby jeden człowiek to ogarnął. Każdego dnia myślę, że nie zdąży się już nic lepszego, a kolejna doba skutecznie temu zaprzecza. Do tej pory obejrzałem już 2 mecze mistrzostw świata na żywo na Maracanie. Pozostało jeszcze 5 oraz możliwość wyjazdu do innego miasta, ponieważ na przykład w Cuiabie nie mają wystarczająco wolontariuszy więc ściągają z innych miast. Naprawdę warto walczyć o swoje marzenia. Jak powtarzam wszystkim znajomym, moje życie codziennie jest 100%, a każdego dnia ta poprzeczka się podnosi. Nawet dzisiaj było fajnie, chociaż ze względu na słabą pogodę przesiedziałem cały dzień w domu… Vai lá cara!

WP_20140612_003

Sambódromo, czyli miejsce, które w telewizji zawsze pokazują z komentarzem „karnawał w Rio”

10462359_716785675034433_4226006648139613271_n

Widok na centrum z promu.

WP_20140611_044

Copacabana <3!

WP_20140612_068

Niedaleko stąd oglądałem mecz. Niedaleko jest także wspomniana favela.

WP_20140612_090

Cóż… zdjęcie oddające charakter Rio. Śmieci, bieda i bogactwo. Wszystko w jednym miejscu.

 

WP_20140612_008


„Central”

WP_20140612_017WP_20140612_023

WP_20140617_048 WP_20140617_043 WP_20140617_042

WP_20140612_039 WP_20140612_032

WP_20140613_009

Coś czego nigdy nie zrozumiem. W całym mieście jak i kraju każdy robi co chce, nikt nie respektuje prawa. Przechodzenie 8 pasmowej drogi na czerwonym świetle między samochodami nie stanowi dla nikogo problemu. Ale palenie papierosów już tak. Tu prawie nikt nie pali!



Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s