Kilka godzin z życia w faveli.

Po za Londynem, Paryżem, czy innymi wielkimi europejskimi metropoliami, tak naprawdę w większości miast, w których byłem nie spędziłem więcej niż 2 dni. Rio de Janeiro jest pierwszym, w którym jestem równo od dwóch tygodni i choć prawie każdego dnia coś robię, żeby zaliczyć je w 100% to wciąż pozostało mi wiele. Najbardziej rozpoznawalnymi symbolami tego miasta są pomnik Chrystusa Króla na górze Corcovado, plaża Copacabana oraz stadion Maracanã. Rzadko kto mówi o favelach. A jeśli mówi, to i tak przerażony tym co wie od opinii publicznej, nie zapuszcza się w te miejsca, bo przecież jest tam niebezpiecznie, wszyscy kradną, a dzieci zamiast biegać za piłką, biegają do sklepu po broń. Dla mnie jednak, po za turystycznymi perełkami czy oglądaniem meczy mistrzostw świata, w zasadzie najważniejszym punktem jest poznać i zrozumieć dzielnice biedy.

Zanim jeszcze przyleciałem do Brazylii, każdego ze swoich znajomych informowałem, że chcę mieszkać w faveli. Na to stwierdzenie większość z nich wybuchała śmiechem i rozmowa ze średnio poważnej przekształcała się w stertę żartów. Czasem niektórzy dawali mi wykład dlaczego w tych miejscach jest tak niebezpiecznie i wyjaśniali czemu po prostu ich unikają. Jedna znajoma powiedziała, że dla mojego bezpieczeństwa zaznaczy mi nawet miejsca na mapie Rio , po których mogę się poruszać. W tych wszystkich historiach czegoś mi ciągle brakowało – faktów. Miałem wrażenie, że ludzie, którzy dają mi wskazówki nie kierują się wiedzą opartą na doświadczeniu, tylko na stereotypach, czy co gorsze filmach. Wobec tego, zamiast mnie ostrzec tylko mnie przestraszyli. Doszło do tego stopnia, że przez pierwsze dni bałem się chodzić sam po ulicy, w mojej głowie istniała wizja, że każdy przechodzień ma broń palną bądź nóż i wszyscy wokoło chcą mnie okraść, bo widzą, że jestem turystą, a to, że mam dziurawe buty, czy telefon z kompletnie zniszczonym ekranem nie ma znaczenia – mam więcej niż oni.

Będąc w Rio kompletnie sam, czy chciałem czy nie musiałem schować ich opowieści między bajki i po prostu ruszyć w miasto, przekonać się jak jest. Wreszcie przyszedł też czas na to żeby wejść do faveli, tam gdzie ciągnie mnie najbardziej. Pierwsze podejście było rozpoznawcze – przeszedłem jedną ulicę, zrobiłem parę zdjęć wyszedłem. Po tym jak nic mi się nie stało stwierdziłem, że przyjdzie czas na kolejne wejście i poznanie jej całej. Nastąpiło to 4 dni temu. Plan był prosty – wejść, przejść, wyjść i pojechać do centrum zwiedzać Rio. Miał być to kolejny krok na drodze przyzwyczajenia mojego umysłu do poznania prawdziwej dużej faveli. Na szczęście rzeczywistość moje zamiary zweryfikowała i zamiast spędzić tam tylko godzinę zszedł prawie cały dzień…

Muszę przyznać, że chodząc sam ulicą czułem strach. Tu z daleka widać jak ktoś jest gringo. Wszyscy wokoło gapią się na ciebie, jakbyś nazywał się David Beckham i przy okazji prawdopodobnie myślą, że masz równie dużo hajsu. Wczoraj jednak, gdy wyznałem, że w przeciągu 2 tygodni wydałem 100 R$ to dziewczyny zaczęły się śmiać i nie chciały uwierzyć. Przechodząc kolejne metry wreszcie udało mi się nawiązać z kimś rozmowę, w zasadzie to ten ktoś nawiązał ją ze mną jako pierwszy. Mijałem grupkę dziewczyn, gdy jedna z nich powiedziała coś głośniej, na co się odwróciłem. Okazało się, że nie mówiła do mnie, ale skoro już złapaliśmy kontakt wzrokowy to widząc, że jestem obcy zapytała skąd. Kolejne pytanie, czy mam już dziecko, bo ona ma 18 lat i ma jedno, a jej koleżanka, 2 lata starsza aż dwójkę. Tamtego dnia spędziłem czas głównie z dzieciakami. Zobaczyłem, że tak jak ja byłem mały i chciałem być Ronaldo, tak tu każdy chce stać się Neymarem. W faveli jest boisko, a w piłkę gra się zawsze na bosaka. Już 7 latek potrafi kiwać, przyjąć piłkę na klatkę czy ją „skleić”. Gdyby nie różnica wieku, to nie wiem czy bym nadążał, chociaż przez to, że jestem starszy to i mniej sprawny niż za czasów „małolata”. Po 40 minutach gry moja noga zaczęła krwawić i musiałem przerwać, była to „najgroźniejsza” rzecz, która przytrafiła mi się tamtego dnia. Victor, oprowadził mnie po „społeczności”. Dzięki temu co mi powiedział wywnioskowałem, że marzenia zatracają się wraz z dorastaniem. „Agora todos querem namorar”, co znaczy „teraz wszyscy chcą się kochać” – powiedział 14 letni chłopak. O nim nie mogę powiedzieć nic złego, piwa nie pije, fajek też nie pali. Wydawał się być porządnym dzieciakiem, to od niego dowiedziałem się, że wewnątrz faveli nikt nie może mnie okraść, bo jeśli to zrobi to obetną mu ręce.

Na gadce z grupką dzieciaków, zszedł prawie cały dzień. Podczas rozmów na różne tematy, z których, ze względów językowych, nie byłem w stanie zrozumieć wszystkich, przewinęło się wiele osób. Po za kolejnymi ciekawskimi maluchami dołączającymi do grupy pojawił się „koks”, kobieta, która wyglądała jak po hormonoterapii oraz facet z Włoch, w peruce, który z kolei prawdopodobnie był transwestytą. Wreszcie przyszedł też człowiek, który posługiwał się płynnie angielskim. Żaden z nich nie chciał zrobić mi krzywdy, każdy na wieść o tym, że jestem „GreenGo z Polski” podawał mi dłoń, był ciekawy, nawet zadawał pytania. Kto by się spodziewał, że społeczeństwo w slumsie, który jest tak mały, może być tak zróżnicowane? Wszyscy wydawali się być przyjaźni, niektórzy robili sobie ze mną zdjęcia, później, gdy się żegnaliśmy zaprosili mnie na wczorajszy mecz, który zgodnie z planem wygrała Brazylia, a na który o dziwo nie przyszedłem sam i wreszcie, którego atmosfera była najbardziej interesująca spośród wszystkich meczy „Canarinhos” do tej pory… ale więcej szczegółów o tym w następnym wpisie.

10301508_717294734983527_1962332769974499084_n

WP_20140617_001 WP_20140617_002 WP_20140617_003 WP_20140617_005WP_20140617_00610360631_716785281701139_3361050979601127687_n

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s