„Vidigal é chique!”

Favela, favela, favela… ostatnio moje życie kręci się tylko wokół jednego. Pomimo tego, że znajomi non stop mnie ostrzegają przed możliwym zagrożeniem, moja ciekawość nie ustępuje. Wbrew temu co mówią, wolę pójść gdzieś, gdzie wybiera się mniej ludzi, by poznać coś o czym większość nie wie. Każdy przecież może iść zobaczyć widok spod pomniku Chrystusa Odkupiciela, ba – nie musi nawet iść, może zapłacić więcej i wjechać sobie kolejką. Jaka jest jednak przyjemność z bycia w miejscu, gdzie wszyscy mogą się dostać, które nie wymaga niczego innego niż pieniędzy, gdzie jest już tak tłoczno, że prawie nie da się zrobić zdjęcia? Dla mnie żadna. Dlatego w poniedziałek wybraliśmy się na „Pedra dos Irmãos”, żeby ze szczytu, znajdującego się 40 minut drogi od granicy faveli Vidigal obserwować najpiękniejszy i darmowy widok na Rio de Janeiro w ciągu dnia, zmierzchu, nocy i wschodu słońca. Podczas drogi powrotnej, w lesie kolega zniknął mi z oczu, co poskutkowało tym, że zeszliśmy z góry 2 różnymi ścieżkami, przy czym on poszedł tą dobrą, a ja sam 10 minut później wylądowałem w innym, ale znanym mi już miejscu. Uznałem, że skoro nikt nam nic nie zrobił przez całą noc i jestem sam, to jest to najlepszy moment, żeby zapoznać się z realiami prawdziwej, dużej faveli, która w poniedziałek o godzinie 7 30 budziła się do życia.

Pierwsze co zrobiłem, to zmieniłem ubranie. O ile na górze wiało i całą noc nie mogłem spać bo trząsłem się z zimna, tak te paręset metrów niżej i trochę później, było już dość przyjemnie. Pozbyłem się bluzy, odpiąłem nogawki, buty zamieniłem na sandały i żeby nikt nie wiedział skąd jestem zdjąłem skarpetki. Pierwsze wrażenie, choć tak naprawdę drugie, bo dzień wcześniej podczas wspinaczki już trochę zobaczyliśmy, było zwyczajne. Z lasu wyszedłem obok kompleksu typu Orlik. Starsi ludzie biegali po bieżni, niektórzy ćwiczyli na urządzeniach zamontowanych obok boiska. Nie czuło się strachu, nie czuło się żadnego zagrożenia. Realia były zupełnie inne niż te, które do głowy wbili mi znajomi, czy te, które miałem wewnątrz siebie ze stereotypowych, krążących w eterze źródeł. Pierwsze malowidło na murze przedstawiało człowieka, jakby Indianina, trzymającego w ręku domki – takie które powstają w favelach – wewnątrz których dzieci pisały powtarzające się wiadomości takie jak: „jestem kimś”, „żadne dziecko nie musi być na ulicy”, „wielkie marzenia”, „moim marzeniem jest mieć dom”, czy „Vidigal ma styl”. Pojawiające się flagi Indii, Palestyny, oraz nazwy krajów głównie afrykańskich sugerowały, że street art nie porusza problemu faveli, lecz wojen i prześladowań na świecie.

WP_20140629_009 WP_20140630_032

WP_20140630_031 WP_20140630_044WP_20140630_110WP_20140630_093WP_20140630_069WP_20140630_060WP_20140630_091WP_20140630_109WP_20140630_090WP_20140630_054

Idąc dalej strałem się docenić wszystko co mogłem dostrzec, choć nie ukrywam, że jak zawsze z początku odkrywająć nowe miejsca i przechodząc obok ludzi nieco się bałem. Samochody na ulicach, czy liczniki prądu, które co prawda jednak nie wszędzie działały, były dla mojego mózgu i myśli jak sytuacja z mojego dzieciństwa, gdy ścigałem się z kolegą na rowerze i byłem tak bardzo zapatrzony na nasze koła, że nie zauważyłem ściany z którą się zderzyłem, a rower przyniosłem tacie w kilku częściach po czym powiedziałem „napraw”. Nie wiem, czy to wszystko tak wygląda na codzień, czy jest tak ładnie udawane tylko na okres mistrzostw, ale tu było normalnie… po prostu normalnie. Przechodzący obok mnie ludzie z uśmiechem na twarzy odpowiadali mi raz po raz „bom dia”, a podczas tych kilku godzin spędzonych w favelowym labiryncie paręosób nawet zapytało się czy jestem zgubiony, część nie zważając na to co mówię od razu tłumaczyła jak dostać się do głównej drogi, a jedna przebiła wszystko – najpierw zapytała po portugalsku, po to żeby poprawić się po sekundzie płynnym angielskim. Rzeczywistość rozbiła stereotypy na kawałki jak ściana rower, przy czym tu nie było czego naprawiać, wszystko wyglądało zdrowo. Po przejściu kilku większych ulic, odnalezieniu „quadry”, czyli boiska, na którym gra się w piłkę, zacząłem się zapuszczać w wąskie uliczki, tak bardzo charakterystyczne dla każdej społeczności tego typu. Czasem z tych odchodziły kolejne, jeszcze węższe, część z nich była ślepa inna stanowiła skrót pomiędzy górną częścią a dolną. Nie raz zdażyło się, że krążąc to w prawo to w lewo dochodziłem jedynie do czyichś drzwi od domu i musiałem zawracać. Wszystkim tym byłem tak zafascynowany, że  gdy zszedłem z góry do połowy faveli decydowałem się znaleźć nowe schodki wiodące z powrotem, żeby nie pominąć żadnego istotnego elementu i zobaczyć jak najwięcej. Niestety prawdą jest to, że bez mapy takiego molochu nie da się zwiedzić w całości. Choć z daleka wszystko wygląda na bardzo skumulowane i małe, to jak już jest się wewnątrz – przybiera na rozmiarach, automatycznie się rozrasta… Na głównej ulicy, łączącej plaże Leblonu i Ipanemy z plażą São Conrado, autobus numer 177  jadący z centrum ma 2 przystanki bezpośrednio przy wejściach do Vidigal. Człowiek zaczyna rozumieć dlaczego te dzielnice nazywane są „miastem w mieście”. I choć w tym wypadku rozmiar ma znaczenie, to nie jest on wszystkim. Slums wydaje się być samowystarczalny – są tu sklepy spożywcze, ba nawet sieci sklepów, poza tym na ulicy można natknąć się na bary, drogerie, warzywniaki i oprócz policjantów uzbrojonych w ponad metrowe bronie zawieszone na ramieniu, bezpańskie psy, ich kupy oraz ogromnych rozmiarów zabite karaluchy odnalazłęm także sklep budowlany!

WP_20140630_07_52_35_Panorama

Panorama trochę nie wyszła, no ale boisko widać!

WP_20140630_034WP_20140630_041WP_20140630_043

WP_20140630_036

Liczniki i samochody, których wcale nie było tak mało.

WP_20140630_084

Ściek

WP_20140630_083WP_20140630_053

WP_20140630_040 WP_20140630_050 WP_20140630_051 WP_20140630_057 WP_20140630_058 WP_20140630_061 WP_20140630_065 WP_20140630_067 WP_20140630_068 WP_20140630_074 WP_20140630_076 WP_20140630_080WP_20140630_100WP_20140630_102WP_20140630_103 WP_20140630_085 WP_20140630_087 WP_20140630_088WP_20140630_094WP_20140630_071WP_20140629_008WP_20140630_062WP_20140630_059WP_20140630_063WP_20140629_004WP_20140630_066WP_20140630_096WP_20140630_112

Ten ostatni, dla wielu ludzi jest bardzo szczególny, bo favela pracuje. Naprawdę! Poza busami, taksówkami, czy mototaxi wożącymi tursytów, bądź mieszkańców w górę/dół dzielnicy, poza dostawami do sklepów, głównym zajęciem tutaj jest budownictwo. Powstają nowe domy, stawiane są fundamenty, naprawiane schody, nie raz też natknąłem się na kogoś kto kładł glazurę czy terakotę. Na budowie pracują ludzie od młodych po starszych. Wiadomo – nie ma to wiele wspólnego z inżynierią, tym bardziej architekturą, ale „działa”. Nie wali się, wiatr nie zdmuchnie, bazuje się na doświadczeniu ludzi i tyle – tak to przynajmniej wygląda. Jedyne czego nie widziałem to bank i sklep z elektroniką, choć z tego co wiem w Rocinhi – największej faveli w Brazylii położonej po drugiej stronie góry – bank jest. I jak przeczytałem na jednym z blogów – nigdy nie było nawet próby włamania się tam. Czy to prawda nie wiem, sam nie sprawdzałem, a do wspomnianej się nie wybieram. Jest tak wielka, że ze szczytu dostrzegłem jeżdżące wewnątrz autobusy…

WP_20140630_055 WP_20140630_038 WP_20140630_097 WP_20140630_039WP_20140630_052

Oprócz samochodów i liczników na prąd kolejnymi rzeczami, które mnie zdziwiły były ceny w sklepach, które wbrew pozorom nie były wcale niższe od tych po za favelą, a wręcz przeciwnie. Dodatkowo poziom życia. Ok, choć Ilha jest jednym z najbiedniejszych miejsc w Rio, to normalne mieszkanie, poza favelą, w którym mieszkam prezentuje się lepiej. Oczywiście, że znalazłem miejsca, w których ludzie mieli jeden pokój, ciemno, bałagan, nie mieli wstawionych okien, ale w większej części faveli nie widać było biedy.  Zaglądając przez otwarte drzwi czy okna, dostrzegałem względną organizację domów – podział na kuchnię, część mieszkalną – ponadto większość ludzi miała w swoich progach telewizory LCD, a o telefonach komórkowych nie będę po raz kolejny nawet wspominał. Warte podkreślenia jest to, że w FAVELI JEST INTERNET BEZPRZEWODOWY! Za 29 R$ czyli około 40 złotych można wykupić miesięczny dostęp i kożystać do woli, a mój telefon odnajdywał kilka hotspotów na raz, co sugeruje, że raczej łącze nie zamula. Ludzie chodzący po ulicach nosili markowe buty, po za robotnikami nikt nie chodził w zużytych ciuchach. Rodzice raczej dbali o swoje małe dzieci, gdzieś tam je odprowadzali, być może do żłobka. Gdyby była niedziela, prawdopodobnie pomyślałbym, że idą do kościoła. Małe pociechy nie biegały same po ulicy, jak to miało miejsce w społeczności niedaleko mojego domu. Po za dziećmi, odniosłem ogromne wrażenie, że ludzie starają się także dbać o czystość. Wielokrotnie natknąłem się na wydrukowane kartki informujące, że „tu nie wyrzuca się śmieci”, czy malunki informujące o tym w jakich dniach można je pod ścianą zostawiać. W poniedziałek, przez „miasto” przejeżdżała śmieciarka. Mimo tego wszystkiego, w wielu miejscach zawiązane worki skupiały wokół siebie psy, koty, muchy czy inne stworzenia i wydawały brzydki zapach, ale jak powiedziałem – nie wszędzie.

WP_20140630_077

„Uważaj, Twoje śmieci mogą Cię drogo kosztować”, „Wyrzucaj śmieci do kosza” itp obwieszczenia.

WP_20140630_075

„Miej respekt dla swojej dzielnicy” Dni, w których można wystawiać śmieci to poniedziałek i środa, pomiędzy 7 a 12″; „Zakaz wyrzucania śmieci”

WP_20140630_045

W faveli wynajmują też mieszkania! „Tylko na okres mistrzostw.”

WP_20140630_104

WP_20140630_106 WP_20140630_056WP_20140630_064 WP_20140630_086WP_20140630_078

W pewnym momencie, miałem jednak wrażenie, że znalazłem się w gorszej części slumsu. Była bardziej zarośnięta i to tam po paru godzinach chodzenia dopiero pierwszy raz poczułem zapach marihuany oraz zobaczyłem dzieciaka z kolczykiem w uchu, siedzącego (prawdopodobnie) ze swoim młodszym rodzeństwem i matką paląc dżoja. Wychodzi na to, że favele oczyszczone z bossów narkotykowych, zaczynają się stawać miejscem, gdzie można w miarę normalnie żyć, jednak jak w każdym mieście te też dzielą się na częśc lepszą i tą, która dalej tkwi przy swoim. Tak czy inaczej, tamtego dnia przeszedłem sporo, nie stroniłem od robienia zdjęć, czy filmów. Nikt mnie nie okradł, nikt nawet nie próbował, raz jak poprosiłem o wodę Pani uprzejmie napełniła moje puste butelki. Nie zmienia to faktu, że te miejsca do bezpiecznych wciąż nie należą. Po powrocie do domu, dowiedziałem się, że w telewizji podawali iż tego samego dnia, gdy ja czułem się tam najbezpieczniej w Rio obok jednego z hosteli zabito człowieka… A ja, żeby już dopełnić się prawie na maxa, tak bardzo chcę jeszcze iść do faveli na imprezę „Baile Funky”…

WP_20140630_098
Z faveli były też ładne widoki. Szczególnie na plażę Ipanema i Leblon.


WP_20140629_006WP_20140630_042WP_20140630_10_48_59_PanoramaWP_20140630_079WP_20140630_095WP_20140630_049

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s