Czekająć na Pociąg Śmierci za granicą końca świata.

Wiecie… to coś trudnego do opisania, gdy jesteś na końcu świata i idziesz jeszcze dalej. Między Corumbą, a Puerto Quijarro granicę stanowi strumyk, choć z miasta do przejścia jedzie się podziwiając ogromną rzekę Paraguay. Dwupasmowy most na środku ma łuk z flagami obu państw. Przechodząć pod nim zadajesz sobie w głowie tylko jedno pytanie – czy aby na pewno jesteś pewien tego dokąd się udajesz?

Pierwsze wrażenie nie było takie złe. Spodziewałem się raczej braku sklepów czy samochodów, a jeszcze zanim wkroczyłem na teren kraju, który obok Paragwaju jest najbiedniejszym na kontynencie, zostałem zaskoczony tym, że policja prowadzi komputerową ewidencję ludności. Kolejne 15 minut, wypełnienie wjazdowego druczku i 30 dniowa wiza otrzymana. Łącznie, podobnie jak w Brazylii mogę tu przebywać 90 dni, z tą różnicą, że tydzień przed upływem miesiąca muszę się zgłosić, jeszcze nie wiem gdzie dokładnie, i poprosić o przedłużenie o kolejną 30stkę.

10706510_806028326085475_163526092_n

Historię o moim spóźnieniu się na pociąg większość już zna. Jednak o ile dobrze pamiętam nie do końca wyjaśniłem dlaczego nie zdążyłem. Otóż po załatwieniu formalności z legalnym pobytem policjant wyjaśnił mi za ile i w jakie dni odjeżdża Pociąg Śmierci. Nie znam po Hiszpańsku dni tygodnia, ale HOY to będzie dzisiaj, a as 3 to o trzeciej. Do malutkiego dworca było z 2-3 km, które pokonać można było moto taxi w chiwlę za 2-3 zB$. Ja jednak po wymianie pieniędzy na ulicy (60 R$ na 170coś B$) stwierdziłem, że z moim ciężkim plecakiem dojdę na piechotę. Spocony wszedłem na stację 4 minut po 3. Tak czy inaczej ten odjechal o 14 50 wiec spoznilem sie blisko kwadrans.  Z ciekawości spytałem kiedy następny i tak przyszło mi czekać kolejne 71h i 46 minut, czyli 3 dni bez 14 minut. Istaniała jeszcze opcja „na jutro”. Coś co nazywa się FERROBUS za cenę 235 B$, czyli 3x wyższą odjeżdżał w piątek.

10705182_806028436085464_1973688866_n

Rzeka Paragwaj, wielkie zrodlo komarow. Za mna Brazylia :D

Tak więc możecie sobie pomyśleć, że jestem kretynem i za 30 eurocentów będę czekał kolejne dni ;). Jednak z doświadczenia wiem, że w takich sytuacjach pośpiech jest złym doradca, a ja miałem wielką ochotę poznać tą przygraniczną wieś, w której targ, podobnie jak w Santa Cruz, odbywał się codziennie. Miałem też nadzieję naprawić swój telefon tanio, jednak jak wiadomo nadzieja matką głupich więc się nie udało :(. W przeciągu pierwszej godziny zaprzyjaźniłem się z młodym ochroniarzem, który każdego dnia pozwalał mi zostawiać u niego rzeczy, abym swobodnie mógł spacerować, bez ciężaru i obaw o kradzierz. W sobotę okazało się, że ma on przewodnik Loney Planet po Bolivii w języku angielskim i dał mi go w prezencie dzięki czemu znam ceny wszystkich wycieczek i mogłem zaplanować swojego tripa znając wszystkie najważniejsze atrakcje tego, jak się okazuje, pięknego kraju! Boliwia posiada dżunglę, nawyżej położone miasto świata (Potosi, ponad 4km) i stolicę (3,8 km) oraz krajobraz „niski”, gdzie jest jeszcze względnie ciepło jak w Santa Cruz bądź zdecydowanie zagorąco jak w Puerto Quijarro.

10708072_806027936085514_2093883676_n

Gdybym nie poczekal, to bym ich nie poznal, a tak wspolnie spedzilismy cala podroz!

Po za temperaturą największym problemem były komary. Wystarczyło tylko, że zaszło słońce i chmara owadów podnosiła się w powietrze żeby wyssać z ciebie każdy ml krwi. Po 3 dniach na jednym z palców miałem około 10 ukońszeń, które zamieniły się w jedną wielką opuchliznę i jak widzę blizny pozostały mi do tej pory.

Im bliżej wspomnianej rzeki tym gorzej, lecz noc trzeba było gdzieś spędzić. Nie znając miejsca bałem się spać w namiocie gdzie popadnie, aby nie stracić i tak nie już wartych moich rzeczy. Jako że szef stacji kolejowej nie zgodził się, abym spędził tam noc, to udało mi się zaranżować miejsce w wojskowych koszarach, na boisku, gdzie odbywały się zarówno poranne jak i wieczorne ćwiczenia. Swoją drogą to bardzo fajne zjawisko, w zasadzie chyba nie do powtórzenia, gdy ty leżysz w namiocie prawie się czołgając, a wokoło ciebie leży masa żołnierzy. To trochę tak jak national geographic tylko, że dotyczy ludzi a nie zwierząt. Interesująco było też, gdy o 5 30 rano usiedli obok mojego namiotu i jeden z nich z 30 cm mieczem obudził mnie i zaczął po hiszpańsku mówić, że muszę wstawać – jak by samo to, że po raz pierwszy obudziłem się w Boliwii nie było wystarczające…

10699109_806028016085506_1282488808_n

Takie tam podczas spaceru po Puerto Quijarro :D

Od momentu, gdy słońce wyszło zza horyzontu, temperatura wzrastała, a komary znikały. Każdy dzień zaczynał się od kompieli, bo pomimo tego że spałem w samych majtkach bez przykrycia to i tak budziłem się spocony. Woda mozna powiedziec była tam na wagę złota. Szczęśliwie 2 kolejne noce spędziłem śpiąc na zamkniętym boisku, coś w stylu domu kultury, gdzie całą noc „czuwał” starszy dziadek, zwany profesorem, a kranik zawieszony na wysokości 1 metra był moim zbawieniem przez kolejne 2 doby. Dzięki temu mogłem zaoszczędzić po 40 B$ za nocleg i 4 B$ za prysznic – pieniądze, których i tak nie miałem. W miescie wystarczyło przejść paręset metrów i można było już wracać „pod kranik”.

Żeby zabić czas chodziłem na rynek. Zupa 6B$, drugie 10 B$. Pastel to cena od 2-3, duży kubek soku 2B$.Zdarzało się, że ktoś próbował mi wcisnąć za wysoką cenę, jednak generalnie było tanio, podobnie jak w Santa Cruz. Nie zmieniło to jednak faktu, że do pociągu wsiadłem z mniej niż 20 B$… Po za targiem czas spędzałem na peronie czytając przewodnik i rozmawiając z moim kolegą z ochrony. Jako ciekawostkę mogę podać, że 21 letni chłopak, za 12h pracy dzień w dzień zarabiał 150 euro… Niedawno powiedział mi, że ją rzucił. Warto więć poświęcić 5 lat życia na studia, żeby później nie spędzić reszty w męczarniach ;)!

Z czasem na stacji zaczęli się pojawiać turyści, wielu z nich dowiedziawszy się że pociągu nie ma dzisiaj wybierało autokar, ale z tymi co zdecydowali się czekać (2 osoby) udało się nawiązać chwilową przyjaźń. Wieczory spędzałem oglądając mecze piłki nożnej przedszkolaków. Niby nic nadzwyczajnego, ale za każdym razem myślałem sobie, że jestem w miejscu, w którym być nie powinienem i jest to tak niesamowite, że nie ma słów, żeby to opisać. Po prostu Vai la cara!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s