O chwilowym zyciu w dzungli slow kilka

Jestem w La Paz. Ponownie. I ponownie zaraz po powrocie zacząłem się źle czuć. Choć nie boli mnie brzuch, to czuję jakby tym razem brało mnie przeziębienie, dodatkowo kilka dni temu próbowałem zjeść pestkę owoca Caju i do tej pory w lewej części wargi mam taki zajad, że skóra zmieniła kolor i z bólem otwieram buzię, żeby wrzucić kolejny widelec makaronu. Mając teraz dostęp do komputera, mając jakieś 19 godzin czasu w autobusie przeznaczonym dla kurdupli podczas żmudnego powrotu do domu, próbuję podsumować te 11 dni podróży. Czy było warto? Zawsze jest warto, a już szczególnie, gdy wreszcie odnajdujesz to czego szukałeś, nie wazne jak dlugo!

Gdy w piątek 2 tygodnie temu, około południa wyjeżdżałem ze stolicy powiedziałem Skarlet, że do przyszłego czwartku powinienem wrócić, później 2 dni odpoczynku i wio do Copacabany, Wyspy Słońca i Peru – ile czasu można już w tej Boliwii siedzieć? Zapytałem retorycznie z uśmiechem na twarzy. Tak czy inaczej samo to, że miałem ze sobą tylko 280 B$, a po kupnie bietu do Coroico o 20 mniej nie stawiało mojej podróży w świetle jednej z tych długich. Z resztą tylko w czwartki i niedziele w El Alto odbywa się targ, gdzie znalazłem fajne i tanie spodnie, spiwory więc planowałem jeszcze zrobić jakieś małe zakupy, bo później ceny będą już tylko rosły, a moja garderoba staje się nadzwyczaj uboga.

Coroico oddalone jest od La Paz o około 80 do 100 km, Rurrenabaque tylko 400. Blisko 400 jest z Gdańska do Łodzi, czy Warszawy, a Polskim Busem dystans ten pokonuje się jakieś 5 godzin, więc lajtowo dojadę, myślałem. Jestem jednak w Boliwii ;). I nie mam zamiaru się naśmiewać, że mają gówniany transport czy słabe drogi… Największym problemem są tu góry! Droga do pierwszego przystanku mojej wyprawki była wyłożona nowiutkim asfaltem, stara zwana „Najniebezpieczniejszą Drogą Świata” przeznaczona jest już tylko dla turystów i przejezdna tylko dla rowerów. Kręta asfaltowa ścieżka, z zapierającymi dech w piersiach uskokami z obu stron, wiodła wszystkich pasażerów przez kolejne kilka godzin do wsi znajdującej się blisko 2 km niżej niż La Paz. Choć nie od razu odczułem powrotu mojego brzucha do 100% kondycji, to już na drugi dzień wszystko było w porządku, mogłem jeść lody, banany, obiady… było tak dobrze, że moja pozytywna energia chyba się udzieliła policjantowi pobierającemu opłaty za przejazd w Coroico, który aktywnie zaangażował się w poszukiwanie mi kierowcy do „Rurre”, czy po prostu w tym kierunku, do kolejnej wioski. Nie wiedząc w co się pakuję z uśmiechem na twarzy stałem obok pana w mundurze, który wyjaśniał kolejnym kierowcom jakim to dobrym i wyedukowanym jestem człowiekiem i że po prostu muszą mnie zabrać. Po chwili przyjechał jego kumpel i do wieczora byłem 60 km dalej w Caranavi. Droga, ktora tu wiodła momentami przypominała te z filmów akcji, gdzie masz jeden pas, z prawej strony górę, a z lewej kilkudziesięciometrową przepaść, brak barierek, czy jakichkolwiek zabezpieczeń tylko dodawał pikanterii całej scenerii. Tę noc jak i kolejną spędziłem w namiocie, a cały dzień pomiędzy od blisko 12 do 21 w cysternie, która miała 24 tysiące litrów paliwa, przez co w 9h w pełnym słońcu, przejechaliśmy może 150 km? Nazajutrz musiałem pokonać ostatnią prostą. Uwierzcie mi, że choć skracam i nie wypisuje wszystkich odczuć które mi towarzyszyły, to łapiąc cień, opierając się o koło ciężarówki i czekając, aż w parudziesięciostopniowym upale w końcu ktoś będzie jechał tam gdzie ja i zaberze mnie za darmo, mentalnie i fizycznie sprawiły, że byłem niedaleko krawędzi swoich możliwości. Chyba tylko ośli upór, doświadczenie i chęci sprawiły, że o 16 wreszcie wyskoczyłem z paki, po podróży, która mi się do tamtej pory nie przytrafiła. Jak to się jednak mówi, zawsze jest najciężej, krótko przed sukcesem.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Jak bylem maly zastanawialem sie dlaczego nie moga budowac autostrad z piasku. Byloby taniej, szybciej… coz po tym stwierdzilem ze asfalt to 8 cud swiata.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Jedziemy, jedziemy, jedziemy…

SAMSUNG CAMERA PICTURES

… i na chwile zatrzymalismy sie po pomarancze. 3 za 1 B$, prawie za darmo :D

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Z niewiadomych przyczyn czesc drogi pokonuje sie po lewej stronie, tu znak jak widac karze trzymac sie prawej

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Caranavi

SAMSUNG CAMERA PICTURESSAMSUNG CAMERA PICTURESSAMSUNG CAMERA PICTURESSAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURESSAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Jaki miał być więc sukces? Znaleźć biuro podróży, które zabierze mnie do Pampas bądź Selvy, gdzie jak wcześniej wspominałem czeka sporo atrakcji, jak Tarantule, Anakondy, Kajmany… Z każdym biurem odczuwałem jednak coraz mniejsze chęci wzięcia w tym udziału nawet za darmo… Oglądając kolejne prezentacje i widząc zastraszające pustki w lokalach uświadamiałem sobie, że aby biuro zebrało ludzi, będę musiał tu czekać latami i co ważniejsze czy warto? Zdjęcia dobitnie uświadamiały mnie, że jest to wycieczka dla „Amerykańskich turystów”, która nie ma nic wspólnego z dziką naturą. Ludzie trzymający w rękach malutkie Anakondy, czy Kajmanki, za głupotą przewodników i pogonią za pieniądzem prawdopodobnie rujnują życie tym zwierzętom. Nie wiem jak to wygląda u krokodyli i węży, jednak z lekcji przyrody pamiętam, że gdy człowiek dotknie niektóre gatunki zwierząt to matka je od razu porzuca.

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Zanim znalazłem chętnych, którzy za moją pracę chcieli mnie zabrać, poznałem Wallyego. Gruby gościu szybko zrozumiał o co mi chodzi, zaproponował więc nocleg, odpoczynek i tak przez 4 kolejne dni roznosiłem trochę ulotek, ale głównie ze względu na upał siedziałem w biurze i korzystając z jego tabletu odrabiałem zaległości na facebooku, znalazłem Couchsurfing w Limie z dostępem do komputera i internetu na czas pisania Pracy Inżynierskiej i co najważniejsze, po ponad 2 miesiącach wreszcie przez skypa porozmawiałem z mamą. Biuro dało mi także coś więcej. 3 dnia za kolegą zauważyłem kartkę A4 z napisem Ayahuasca, zapytałem o szczegóły, poszedłem do Szamana sprzedającego wyroby ręczne w postaci naszyjników etc 1 „quadrę” dalej i powiedziałem: „chcę Ayahuasce, szukam tego od 3 miesięcy i skoro jest możliwośc zrobić to tutaj ten pierwszy raz, to dlaczego nie?”. Cena choć wynosiła 500B$, a ja nie miałem już więcej niż 100, sprawiła, że jeśli chciałem, to musiałem na to zapracować – „jutro o 8 po drugiej stronie rzeki, zawiozę cię motorem do domku i do sobotniej ceremonii będziesz ścinał drzewka maczetą” powiedział Guilerme. Mając obawy, że zaharuję się na śmierć, przyjąłem propozycję, bo w końcu są to tylko 2 dni.

Kolejnego dnia o 8 15 byłem w San Bonaventurze. Kolegi ni widu ni słychu, wyjąłem więc kartkę, zacząłem coś pisać aż wreszcie się pojawił. 15 minut później byłem już na miejscu. Parę kilometrow wgłąb lasu i zdziwienie, nie będę tu sam! Przed wejściem do drewnianej konstrukcji, posiadającej moskitiery zamiast okien siedziały już 4 osoby – Szwed, Argentyńczyk, Argentynka i Peruwiańczyk. Zjedliśmy razem śniadanie, zjedliśmy razem obiad, przez godzinę lasem szliśmy do miasta, gdzie ostatnia dwójka próbowała sprzedać swoje ręczne wyroby, a ci pierwsi rozeszli się do miejsc, w których mieszkali. Ile tego dnia bylo pracy? Może godzina, może dwie? Gdyby koleś zostawił mnie tam samego, to ze swoją polską metalnością i rzetelnym podejściem do pracy, w obawie przed utratą możliwości, wyciąłbym mu prawdopodobnie cały las, a tak więcej się leżałem niż machałem. Można by rzec – czy się macha czy się leży, Ayahuasca się należy!

SAMSUNG CAMERA PICTURES

W mieście spędziliśmy sporo czasu, a to za sprawą, że jeszcze nie wpełni świadomy tego co mnie czeka przez kolejne 2 dni, przygotowywaliśmy się do zostania człowiekami lasu, choć ta dwójka podróżuje już tak od blisko półtora roku. Chodząc od stoiska do stoiska, próbując zarobić trochę kasy, za każdym razem pytali o jedzenie, tłumacząc, że pracujemy jako wolontariusze, ścinamy drzewka, ale po za chatką i bananami nie dostajemy nic więcej. Tu wpadło trochę makaronu, tam worek ryżu, tu trochę kaszy, wcześniej jakieś ważywa… w chwilę nazbierał się wór jedzenia, który później ja musiałem dźwigać. To jednak nie było wszystko! Później zaczęliśmy chodzić od baru do baru, pytając, właściciele nie chcieli by nam dać porcji ugotowanego jedzenia, bez mięsa, bo oni mięsa nie jedzą. O dziwo ludzie dawali! Nigdy bym się nie spodziewał, że w tak biednym kraju, ktoś da ci coś za darmo. Po tourne do domu wracaliśmy w nocy, z brzuchami pełnymi jak nigdy dotąd, ze świeczką w ręku i strachem szukając po ciemku zakamuflowanego wejścia do lasu, gdzie znajdował się nasz schron. Ci ludzie mnie czegoś nauczyli… nauczyli mnie, że idzie całkowicie odciąć się od kasy i można żyć! Do tej pory uznawałem Włoczykija za fenomena podróżowania. 5 dni temu pierwszy raz tego doświadczyłem. I choć nie mowię, że chcę teraz wydać całą kasę i podążać ich drogą, to niebywale muszę oddać, że dzięki nim przeżyłem 3 dni za 2 złote i 50 groszy, więc była to przyjemna i łagodna lekcja na przyszłość, gdybym znalazł się w potrzebie.

Ayer i Lili, byli o wiele bardziej zaawansowani w tym co ja dopiero z nimi zaczynałem. To byli ludzie, którzy byli z naturą połączeni od dawna. Wodę pili tylko z rzeki, a że było to jedyne źródło to też się tam kąpali, jednak aby nie zanieczyszczać natury nie używali środków do czyszczenia skóry czy głowy. Gotowali tylko na ogniu, jedli tylko to co daje ziemia, nie przeszkadzał im brak wychodka, chodzili nadzy – zarówno on jak i ona. Z Wallym za chęciami Greka miałem jechać na wyprawę w poszukiwaniu plemion, które nie wiedziały nic o naszym świecie, przez moment sam stałem się członkiem 3 osobowej społeczności, która żyła odcięta od świata, choć cywilizacja była zaledwie parę kilometrów stamtąd. Uświadomiłem sobie wtedy, że to co robię, choć nudne, jest fajne i że na pewno będę to mile wspominał w przyszłosci, a z doświadczenia wiem, że nie jeden by zapłacił za to co ja dzięki nim ogarniałem za darmo każdego dnia.

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

W Sobotę przyszła ceremonia, pracowałem może z godzinę, więcej czasu zeszło na przygotywanie obiadu i układanie ołtarzyku niż ścinanie. Był to ważny dzień, bo kolejnego mogłem już stamtąd wyjechać. Pomimo tego co napisałem wyżej, przez cały czas czułem, że nie do końca tu pasuję, że jedzenie ryżu o smaku wody, bo nie ma soli, że brak jakiegokolwiek zajęcia sprawia, że po prostu wariuję. Myślę, że największym problemem, była różnica poziomów między nami. Oni, czuli się dobrze, to była ich norma, ich filozofia, ich dźwięki, które z siebie wydawali, ich styl bycia. Ja przybyłem tu z trochę innego świata, tylko po doświadczenie, nie chciałem stać się taki jak oni, tylko kontynuować swoją dotychczasową podróż.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Szaman z Chile, ktory przygotowal piekna ceremonie, w poniedzialek rano, gdy spotkalismy sie ostatni raz powiedzial mi: ¨Przyszedles i chciales Ayahuasce, ja nie moge nikomu odmowic kto przychodzi i mowi ze chce. To jest dla wszystkich i jesli nie miales pieniedzy, to po prostu zaplaciles praca. Mowisz, ze poczules to w 80 %, pozostale 20 odnajdziesz w zyciu.¨ Gracias Guilerme!

Nasze drogi się jednak skrzyżowały, oni przekazali mi swoje doświadczenie, styl bycia, traktowali mnie jak kumpla. Nie zapomnę długo słów Ayera, który zapytany, przeze mnie o której mam wrócić na obiad odpowiedział, że mogę przyjść o której chcę, jedzenie i tak będzie na mnie czekać. Dzięki Lily wiem także, że i ja ich czegoś nauczyłem, bo jak powiedziała każdy dla każdego jest nauczycielem. Przez te 3 dni zżyłem się trochę z naturą, być może przez to Ayahuasca zadziałała na mnie tak dobrze? Ostatniego dnia, gdy przyszedł deszcz, też rozebrałem się do naga, wyszedłem sam przed domek i moknąc krzyknąłem, jakby w przypływie pozytywnej energii, ktora mnie otaczała!

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Ludzie plemienni!

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “O chwilowym zyciu w dzungli slow kilka

  1. Pingback: Isla del Sol. To tu narodziło się słońce! | Vai lá cara!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s