Isla del Sol. To tu narodziło się słońce!

La Paz to było doświadczenie! Gówniane doświadczenie… Nie było dnia żebym nie siedział na kiblu przynajmniej kilkadziesiąt minut, a od natłoku gazów w brzuchu w domu koleżanki którą poznałem 5 miesięcy temu przez paręnaście minut na brazylijskiej Copacabanie, robiło mi się głupio. Nikt bowiem takich problemów nie miał i nikt do końca nie rozumiał co mi jest, bo Boliwia dostęp do morza straciła już jakiś czas temu na rzecz Chile i teraz pozostały im góry i dżungla, a ja przecież rodowity Gdańszczanin jestem. Tak czy inaczej skądkolwiek bym nie był to nie ma w naszym kraju miejsca które zna taką wysokość, bądź mogło by z najwyżej położoną stolicą świata w jakikolwiek sposób konkurować. Tam gdzie miałem się udać miało być jeszcze wyżej. Bo Boliwia to wiele tego co naj-. NAJwyżej położona przejezdna droga na świecie (ponad 6km), najwyżej położone miasto świata (Potosi, 4km+), i wreszcie najwyżej położone jezioro na świecie, a na nim mój kolejny cel i zarazem miejsce gdzie narodziło się słońce.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Uff… wstęp już za nami. Powiem Wam, że tak długo nic nie pisałem na blogu, że chyba nieco wypadłem z wprawy, a jeśli nie ja to prawdopodobnie moja pamięć. Tak czy inaczej obiecałem nadrobić zaległości, choćby samemu sobie, no i jutro zaczynam pisać książkę więc warto zrobić rozgrzewkę, czy to palców, czy to stylu (o ile takie coś posiadam, ale chyba każdy choć trochę go ma), czy wspomnień, które mają mniej niż 24h żeby strumieniem ruszyć i przychodzić jedne po drugich, drugie po trzecich, trzecie po czwartych :D… dobra przychodzić w odpowiednim momencie przywracając mojej pamięci obrazy bardziej kolorowe niż zrobione fotki, pozwalające opisać te wszystkie (nie)wiarygodne historie i przygody jakie przez 16 miesięcy przydarzyły się Tonemu Kososkiemu ;).

Jako ciekawostkę powiem, że od czasów Ameryki Południowej to jest PIERWSZY wpis o podróży pisany z mojego komputera. Gdyby ktoś nie wiedział, to muszę nieco doinformować, bo ten blog ma swoją unikalną duszę! Każdy post pisany był na innym komputerze, tak więc ma swoją dodatkową historię. To w Boliwii klawisze w kafejkach internetowych musiałem wciskać prawie młotkiem, nie raz wyzywając na warunki w których przyszło mi pracować, w Peru z kolei zdarzyło się pisać z kościołów polskich misjonarzy, Kolumbia to już względna normalność, bo ludzie zapraszali przecież do domów, w Wenezueli były darmowe infocentra, a strażacy zazwyczaj mieli dzieci, a te dostawały od rządu komputery,z których przyszło mi także kożystać. Więc przygody się działy, ale bez większego opóźnienia były też spisywane na blogu. Powiedziałbym, że wszystkie były jeszcze ciepłe! I stąd także wszystkie bez polskich znaków :). Dzisiejsze ponad roczne „opóźnienie” po prostu wynika z zapomnienia, nikt bowiem mi nie może zarzucić, żeby na tej stronie mało się działo, więc miałem prawo do chwilowej blogowej amnezji.

Zatem w drogę! Ponownie ku przygodzie! Niech ten 23 letni chłopak (chciałbym powiedzieć, że jeszcze dzieciak) was zainspiruje. On wszędzie czuł się jak w domu, chociaż często było mu głupio – jak na tej toalecie w La Paz. Mimo wszystko kroczył do przodu, nie poddawał się i tym razem ruszył do kolejnego „świętego” miejsca, gdzie narodził się Bóg Inków oraz założyciel ich dynastii „Manco Capac” – na Wyspę Słońca!

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

W La Paz minęły już prawie 2 tygodnie. Kupa czasu, pomyślał sobie Tony, przy czym słowo kupa było w tym wypadku najlepszym określeniem tego co działo się w stolicy tego pięknego kraju. Wreszcie przyszedł dzień żeby się pożegnać ze Skarlet, która go przyjęła i dzięki której mógł delektować się tym pięknym miastem tak długo. To też nieco dzięki jej pomocy miał czas, żeby zwiedzić Księżycową Dolinę, czy przejechać się niesamowitym teleferico, o którym marzył całe życie, ale to marzenie odkładał w miejsce takie jak to – gdzie będzie po prostu tanio! W La Paz był jeszcze jeden jego kolega poznany w tych samych okolicznościach co Skarlet, a nazywał Jose. Teraz on atakuje Amerykę Południową i czasem przypomina sobie kto go do tego zmotywował i po części zainspirował.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Ah La Paz… Jaka szkoda cię opuszczać, małe miasto, lecz tak urzekające, że tydzień później znalazło się w siódemce najpiękniejszych miast świata, obok 6 kolejnych miejscowości żydowskich, wyprzedzając m.in. Barcelonę. Barcelony do La Paz nie da się porównać, to chyba jakiś żart, to kompletnie inny świat, inny rodzaj piękna tu główną rolę odgrywają potężne góry, a tam? Zabytki, kościoły i stadion – myślał Tony w drodze na przystanek autobusowy. Z resztą w La Paz też są drużyny piłkarskie, a łatwo się tu nie gra. Jeśli Messi przyjechałby tak wysoko to pewnie w miejsce mięśni brzucha pojawiłyby mu się te same gazy co mi, wszak stolica Katalonii też leży nad morzem, i tak zamiast biegać po boisku biegałby pewnie do toalety. Swoją drogą tak właśnie Ekwador pokonuje często Brazylię. Quito też jest wysoko więc gospodarze korzystają z tego atutu. Dalsze rozważania przerwał kierowca informujący, że stąd odjeżdża transport w kierunku północnym, Tony zapłacił 1 boliwiana zamiast 2, Tony bowiem lubił oszczędzać i tak ze względów autentycznych też musiał. W jego mniemaniu za transport już się nie płaci, aczkolwiek Boliwia rządzi się swoimi prawami.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Droga do Rurrenabaque z La Paz to tylko 400 km, jednak kolejne 4 dni spędzone w podróży, zamkniętym w blaszanej kabinie ciężarówki, bądź otwartej pace innej, gdzie z braku amortyzatorów na piaskowych wertepach żołądek podchodził mu do gardła, a każdy przejeżdżający obok samochód ciągnął za sobą TUMANY pyłu sprawiły, że 18h drogę powrotną postanowił pokonać autobusem. W Boliwii był nieco zmuszony „oszukiwać” z tym autostopowaniem, co nigdy nie odebrało mu dumy bo ostatecznie poznał ten zwyczaj z każdej strony, nie raz jadąc tak długo, że w całonocny przejazd wliczony był jeszcze nocleg na pace. W momencie gdy przychodziło do płacenia był z niego zwolniony, jeszcze przed zapakowaniem się na tyły wynegocjował cenę „za darmo”. Jechał już przecież z Rio de Janeiro i dojechał daleko. Inni kasy nie brali, wręcz ją dawali, zatem jeśli Pan komuś pomoże bezinteresownie raz na jakiś czas to nic złego na pewno się nie stanie – negocjował z „szoferami” aut różnej maści.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Tym razem jednak pakuje się już do autobusu. Cena 20 Boliwianów to nie majątek, jednak za dystans ~100km to nieco dużo. 2h później Tony wysiada u celu, a u swojego boku ma 2 nowych kumpli. Jeden jest z Sao Paulo, drugi Paceno, czyli mieszkaniec stolicy. Leo był raczej nastawiony na turystykę, postanowił zatem, że znajdzie sobie jakiś hostel, a David (imię zmyślone) wciąż się wahał. Jako, że wcześniej odpalali razem Lucky Strika na ostatnich siedzeniach w autobusie, to podjął korzystną decyzję dla Tonego i poszli razem szukać miejsca do rozbicia namiotu. Z początku wydawało się to dla niego dobre, bo zawsze lepiej być we 2 niż samemu, szybko jednak nowo poznany kolega okazał się nieco agresywny i o mało co nie pobił się ze swoim rodakiem, który grzecznie poprosił nas abyśmy przed jego hostelem nie rozkładali namiotów. Wreszcie idąc dalej odnaleźli swoje miejsce. Patrz ognisko! Krzyknął Kososki nauczony doświadczeniem, że tam gdzie jest ognisko na pewno jest gitara, a tam gdzie gitara i ognisko jest muzyka, śpiew, ludzie i przede wszystkim cudowna atmosfera.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Copacabana nocą

Godzinę później ludzie zaczęli się rozchodzić do swoich namiotów, półtorej później światło przygasło, a 2h dalej chłopacy zostali sami z problemem. Trzeba rozłożyć jeszcze noclegownie, a było tak wspaniale, że obecna sytuacja przypominała wywieszanie prania po całonocnym melanżu. Cóż, chyba jest jeszcze gorzej pomyślał Tony po 30 minutach walki z wiatrakami, albo lepiej stelażami. Czując trochę wstydu obejrzał się na swojego kolegę. Wtedy zrozumiał, że trzeba wierzyć w siebie bo choćby szło nam źle to komuś mimo wszystko może iść jeszcze gorzej, zatem jeszcze nic straconego. Ostatecznie namioty rozłożyli w tym samym czasie, a David wyciągnął jeszcze komputer i dopóki bateria w nim nie wysiadła dopóty Herkulesa oglądali. Jeszcze przed spaniem Tony myślał jak fajnie byłoby mieć ze sobą lapka, ale komu chciałoby się go dźwigać? I zasnął, bo jutro wreszcie miał wyruszyć na Wyspę Słońca, spędzić tam ostatnie 3 dni swojej wizy i ruszyć dalej, w kierunku oddalonego o 8km stąd Peru.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Copacabana w dzień

Poranek był rześki. W końcu to blisko 4km nad poziomem morza. Choć byliśmy w Copacabanie, a woda jest tu krystalicznie czysta, to jednak jej temperatura odstraszała. Czas jednak pokazał, że 4 dni bez mycia się potrafiły zrobić z Tonego morsa, albo takiego pół-morsa, bo nie od razu Rzym zbudowano. Kto by pomyślał, że podróż aż tak bardzo mnie zmieni – zastanawiał się.

Do północnej części wyspy, na której ów kąpiel nastąpiła dotarł najpierw łodzią z miasteczka za 25 Boliwianos, a dalej kolejne 4h z południa piechotą. Po drodze mieszkańcy mieli zbierać opłaty za przejście (w sumie 30 Boliwianos) co miało iść na pokrycie kosztów utrzymania szkół, infrastruktury w postaci chodników itd. Nikogo na szczęście nigdzie nie było i na szczęście też pozbył się swojego zawadzającego kolegi, który ujarał się w drodze na Wyspę i później miał tak wiele problemów żeby iść przed siebie.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

David, Turczynka, Właścicielka Ognisko-obozowiska i Tony

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Tony i David

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Miejsce faktycznie było „magiczne”, aczkolwiek bez posiadania wiedzy ciężko o głębsze zrozumienie. Ewidentnie widać tam mury jakiegoś miasta, są też różne inne głazy, które powiedziałyby zdecydowanie więcej gdyby wiedział o co chodzi. Tak czy inaczej, w tak odosobnionym miejscu nie potrzeba dużo żeby wyobrazić sobie tu obecność Inków. Tym „ułomnym” historycznie natura też pomaga, prezentując zapierające dech w piersiach widoki oraz wschody i zachody słońca. Największa i najfajniejsza niespodzianka ukazała się jeszcze przed zmrokiem, gdy pierwszego dnia dotarł na północną plażę i zobaczył gromadę rozbitych tam namiotów. Wtedy wiedział, że dobrze trafił, że kolejne 2 noce spędzi bezpiecznie, a przy okazji pozna ciekawych ludzi i być może nawiąże nowe znajomości oraz dowie się czegoś ciekawego o kolejnym kraju, do którego planował się dostać.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Zachód

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Wschód

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Zgadnijcie który mój :D

Tej samej nocy przyszła jednak jeszcze jedna niespodzianka, której się nie spodziewał, a przyniosła wiele. Wracając z zachodu słońca zaczął szukać czegoś do jedzenia. Narrator sam nie wie jak to było, że on nigdy nie miał jedzenia, po tak długim okresie czasu już sam nie pamięta :D. Jak na tak dziwne miejsce, którym sama w sobie jest choćby wyspa, i pamiętajmy, że akcja powieści obecnie rozgrywa się w Boliwii , było najzwyczajniej w świecie tanio. W Polsce wszystko kosztowałoby pewnie 50 zł za kulkę lodów, a tam ceny prawie nie odbiegały od tych normalnych. Zdecydował, że i tak jest za drogo i wracając do namiotu minął grupę rozmawiających ludzi. W te 2 miesiące spędzone w Boliwii przyzwyczaił się już do hiszpańskiego, rozumiał coraz więcej, nawet polubił ten język i go zaakceptował stawiając łatkę „ładny”. Początkowo tylko przeszedł, bez zwracania uwagi, jednak parę kroków dalej, jakby z wiatrem doleciały do niego słowa. Zawrócił, przywitał się, włączył do rozmowy. Oto minął Brazylijkę i choć jeszcze nie zobaczył jej twarzy wiedział, że jest „zakochany”. Tamten wieczór dał mu szczerą odpowiedź, że choćby nie wiadomo jak dużo czasu spędził w części hiszpańskiej to mimo całego starania język ten nigdy nie przebije w jego uszach Portugalskiego z Brazylii mówionego przez płeć przeciwną. To coś piękniejszego niż okręt pod pełnymi żaglami, czy gol Jamesa Rodrigueza na mundialu, to dosłownie jak śpiew, melodia w najpiękniejszej postaci. Chwilę porozmawiali na niezidentyfikowany temat i od tamtej pory już wiedział, że gdziekolwiek by nie pojechał, to Brazylia pozostanie jedynym miejscem do którego będzie chciał szczerze wrócić.

3go dnia trzeba było wracać. Po każdorazowym zachodzie słońca na horyzoncie pojawiały się przepiękne i intensywne burze. Spotkani dnia drugiego Argentyńczycy okazali być się fajnymi kumplami i później, jeszcze podczas drogi spotkali się dwukrotnie. Wyjaśnili mu też co zwiedzić w Peru. Powrót do Copacabany, znów jak nazłość przypomina się Brazylia, udał się za darmo. Dziadek kapitan policzył pasażerów najpierw na części górnej łodzi, a dopiero tych na dole po czym ruszył, a dzielny podróżnik sobie wskoczył na górę. Tony czuł, że ten wie o jego obecności, ale ostatecznie kapitan też chyba zrozumiał, że chyba krucho u niego z kasą i udało się wrócić „na stopa”.

Później zostało już tylko kilka godzin do zmroku, a do przejścia około 8 km. Wolnym krokiem zajęło to jakieś 2,5 godziny, a Tony przysiadł jeszcze gdzieś w polu i patrzał na piękne, powoli zachodzące słońce rozmyślając, że przez te 2 miesiące trochę tę Boliwię polubił i smutno jest ot tak się z nią rozstawać na rzecz Peru. Jednak o tym więcej przeczytacie tutaj :).

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Katedra

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURESTam jest Peru!!

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Witamy i jednocześnie żegnamy!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s