Odkrywając karty telewizji!

Blisko trzy i pół roku temu wyjechałem permanentnie z Polski. Już miliony razy powtarzałem to, że Erasmus miał być tylko pół roku, że miliony poznanych ludzi i takie tam inne. Później jak wiecie przyszła najdłuższa podróż w moim życiu, powrót, obrona inżyniera i co dalej? W chwili obecnej jestem na etapie głoszenia prelekcji gdzie tylko się da, a od kilku dni piszę swoją książkę, powieść o przygodach Tonego Kososkiego, mającą zainspirować wszystkich niedowiarków do spełniania marzeń. Okazuje się, że moja historia interesuje nie tylko mnie, bo gdziekolwiek do mediów nie pójdę, to dostaję pozytywną odpowiedź. Ten raz, który dzisiaj mam zamiar opisać był jednak inny. Przypadkowy. Był spełnieniem kolejnego dużego marzenia, czegoś o czym myślałem od dawna i jak wszystko co najlepsze – przyszło znienacka.

20151218_183231

Reszta zdjęć w postaci slajdów na samym końcu tekstu ;)

O telewizji myślałem od dawna, po powrocie stawiałem sobie to za jedno z większych pragnień. Zastanawiałem się jedynie co zrobić, żeby owo się ziściło? Na pierwszy ogień poszły prezentacje w całej Polsce, a będąc w Warszawie zdecydowałem się zajść do siedziby TVP oraz Polskiego Radia. Maile wysłałem, radio obiecało odpowiedź, nawet w styczniu, ale obiecało. TVP pozostało bez konkretów. „Wyślij maila na mój adres, ja go przeczytam i prześlę szefowej programu >>Pytanie na śniadanie<<. Jak historia będzie ciekawa i władza się zgodzi to coś nakręcimy”. I tak czekam na wiadomość jednego i drugiego i choć wciąż nie przychodzi to czuję, że wciąż są szanse. Gdyby nie byli zainteresowani to by odpowiedzieli od razu, a że są to napiszą jak będą znali konkretną datę nagrania. Takie moje latynoskie pozytywne myślenie się załącza.

Co więc przyszło znienacka skoro sam byłem w TV? A no było sobie spotkanie w jednej z warszawskich kawiarni, które ludzie przyjęli raczej z entuzjazmem. Pamiętam, że żałowałem, że żadnych fotek ze sobą nie zabrałem – zebrane datki byłyby na nowe spodnie, które porwały się podczas prezentacji jak mrówkojad wyskakuje z krzaków :D. Tydzień później okazało się, że ich poświęcenie wcale nie poszło na marne.

Po powrocie do Gdańska z „Tour de Pologne” miało zatem miejsce kolejne spotkanie w kolejnej kawiarni, rozmowa z mediami studenckimi, powrót do domu i wiadomość. Dosłownie JEB! „W imieniu Wirtualnej Polski chcemy zaprosić Pana do programu #dziejesienazywo”. Cóż, nie była to jeszcze TVP, ale faza ostra! I to wszystko tylko dlatego, że jedna z siedzących na widowni w stolicy pracowała w WP i poleciła mnie swoim przełożonym. Sam mógłbym pisać miliony maili, a marketing szeptany to potęga – pamiętajcie! W końcu samego siebie w TV widziałem, nowa koleżanka zrobiła zdjęcie, a oprócz tego zobaczyłem jak to wszystko wygląda od kuchni. I tym dzisiaj z Wami chciałbym się podzielić, żebyście wiedzieli, że tam też pracują zwykli ludzie, a nad przygotowaniem programu czuwa wiele osób. Powinienem powiedzieć profesjonalistów, ale nie lubię tego słowa bo wtedy wszystko brzmi jakby robili je jacyś nadludzie.

W dzisiejszych czasach słowo „profesjonalny” i jego odmiany w najróżniejszej postaci są tak popularne i pożądane. Wszyscy chcemy być profesjonalistami, być obsługiwanymi przez profesjonalistów, tylko tacy pracują przecież na szklanym ekranie i na każdym innym wysokim stanowisku. Kurcze, niczego nikomu nie odbieram, nawet aktorom porno niech będzie, że są tacy profesjonalni, zwracam tylko subtelnie uwagę na nie zatracenie się w tym profesjonalnym świecie, gdzie może przez nasze wygórowane wyobrażenia sami zablokujemy sobie wstęp.

Ja na przykład całe życie myślałem, że muszę być nikim, a choćby twarze znane z telewizji tam się urodziły i w ogóle to jakieś niedostępne światu postacie, po czym w TVP poszedłem do łazienki i przywitałem się z Panem Szaranowiczem, a chwilę później na żywo (;)) usłyszałem ten głos który krzyczał na Euro „ROBERT LEWANDOWSKI PROWADZIMY Z GRECJĄ 1-0”, czyli Pana Szpakowskiego. „O oni żyją” pomyślałem i zrozumiałem, że choć znam ich z ekranu to to są wciąż zwykli ludzie i tak jak ja i ktokolwiek inny posiadają swoje wady, oraz oczywiście masę zalet, dzięki którym się na danej pozycji znaleźli.

Zatem ja tak się rozpisałem, a chciałem wam tylko powiedzieć jak od kuchni wygląda przygotowanie do programu oraz studia, gdzie nawet w nocy, w zwykłym pokoju bez okien jest widok na warszawskie wieżowce oświetlone jasnym słońcem, jakbyśmy rzeczywiście mieszkali na Karaibach gdzie zawsze jest pogoda, a nie w Polsce, gdzie prawie zawsze jej nie ma. Albo jest wtedy kiedy jej być nie ma i nie ma jej wtedy gdy mamy wolne ;).

Ja oszczędny jestem, zatem, żeby dotrzeć do budynku WP na czas, wyszedłem odpowiednio wcześnie x2 i tak dotarłem półtorej godziny przed czasem. Przez ten przypadek spotkałem się jednak z Panem Europosłem, który rozprawiał o solidarności Polski z Włochami i Grecją w przyjmowaniu uchodźców, tak jak oni solidaryzują się z nami nie robiąc interesów np z Ruskimi oraz o tym jak dobrze Polska wykorzystuje środki pozyskane z UE na rozwój i powiem Wam, że mnie przekonał. Nie wiem czy to kłamstwo polityczne z bliska oddziałuje bardziej, ale Pan według mnie mówił rzetelnie i ciężko było się z nim nie zgodzić. Jako ciekawostkę podam, że nagranie z nim nie było na żywo i przywitanie robiono 4 razy :D. Więc jak kiedyś będziecie oglądali jakiś program w jakiejkolwiek internetTV i ktoś śmieje się już na samym „dzień dobry” to wiecie dlaczego ;). Dodatkowo dźwięk mówiony ma opóźnienie i do TV dociera po 1/5 sekundy, no tak na oko nie pytajcie skąd te inżynierskie wyliczenia! Studio naprawdę jest całe zielone, a piękny dywan na podłodze, to w rzeczywistości coś czego raczej w domu już być mieć nie chcieli, a ewentualna biblioteka sprawiająca wrażenie elokwencji to wymysł komputerowców na ścianach w jednolitym kolorze.

Mi kazano być jakieś 20 minut przed programem. Na wypudrowanie, stylistykę włosów ściętych prawie na łyso i przygotowanie do wejścia. Myślałem, że będę o 18, w ogóle myślałem też, że będę tam jedynym gościem. Z początku tak było, ale im bliżej rozpoczęcia tym w salce poczekalni, gdzie dostałem herbatę i stał TV w którym oglądało się nagrywanych. Śmiesznie było jak wjeżdżałem na 2 piętro, gdzie mieści się studio. W windzie byłem z szefową #dziejesienazywo, która jak dowiedziała się, że na nagranie to się na mnie co chwilę obracała i śmiała, a ja zastanawiałem się co złego zrobiłem, że jeszcze nie wszedłem, a już jestem spalony :D. Okazało się, że pani zastanawiała się którym gościem jestem. Podpowiem, że łącznie było ich 5, jednak facetów tylko dwóch. Jednym podróżnik, a drugim? MISTER POLSKI. No to chyba mogę się poczuć misterem podróżników Polski, taki nowy tytuł xd. Znajomi też mieli nie lada łamigłówkę, bo mówiłem im, że wchodzę o 18 i się zastanawiali, czy jakąś niespodziankę im wyszykowałem…

Zatem zanim wszedłem na antenę i zanim się umalowałem, to malowano Panią prezenterkę. Oj jak długo… Pani taka ładna a tyle makijażu na nią kładli, zastanawiałem się po co i z niecierpliwością czekałem na swoją fotkę w makijarni. W końcu to kolejna prawda objawiona nieświadomym widzom! Wszystkich w ogóle trochę czasu malowali, a na początku mi się dostało jedynie na kanapie gdzie stał TV i udokumentować to profesjonalnie musieliśmy dopiero po, ale najważniejsze, że jest!

Przejdźmy zatem do studia, bo moje było na prawdę prawdziwe! Wszystko wygląda tak jak to widać, gdy ogląda się program. Ogromne wyświetlacze za mną (gościem) i za prezenterką, oraz jakieś 4 kamery, z których jedna patrzyła się na mnie, druga na prezenterkę, jedna obejmowała nas oboje, a jeszcze jedna chyba szła w moim kierunku i pokazywała jakoś z profilu (to ta, którą moja wypowiedź jest nagrana).

Powiem, Wam, że nie jest łatwo. Stres robi swoje, a szczególnie dlatego, że nie wiadomo kiedy i czy taka okazja się jeszcze mi powtórzy, zatem 16 miesięcy musiałem zredagować w około 10 minut, przez co słowotok, szybka mowa i błędy których nawet nie wyłapałem żeby się poprawić, bądź skróty myślowe odbierające nieco sens wypowiedzi. Tak czy inaczej po powrocie do domu i zalogowaniu się na fejsa w skrzynce sporo było wiadomości z gratulacjami, a rodzice zadzwonili nawet osobiście. Sami na mój występ mogliście popatrzeć na fejsie (ups jak wrzuciłem wpis bez filmu to mi powiedzcie :D) i możecie sami go ocenić. Początek wg mnie nieco kiepsko, ale im dalej w las tym już coraz lepiej.

Wyjeżdżając zatem w drogę nie wiedziałem jak daleko zajadę, co zobaczę i co przeżyję. Po powrocie nie wiedziałem, że ktoś serio zainteresuje się tak bardzo moją osobą, choć prawda też jest taka, że ja sam staram się sobą zainteresować media. W końcu książka w drodze, zatem aby coś więcej tu ugrać chcąc, nie chcąc taką drogę trzeba obrać.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s