Odkrywając karty TVP!

 

Im wyżej marzysz tym więcej uda się osiągnąć. Zaczynam dzisiaj tak górnolotnie, ale zdaję sobie sprawę, że jedyne co nas w życiu ogranicza to nasza własna głowa. Będąc w Ameryce Południowej wciąż myślałem, żę szczytem moich możliwości jest pisanie bloga. Później zobaczyłem w TV kilka osób „mojego pokroju i niewidzialne bariery po raz kolejny się cofnęły. Jadąc na pace z kolumbijskimi wojskowymi postanowiłem sobie, że gdy wrócę „zaatakuję”, uwierzyłem, że marzenie pojawienia się na szklanym ekranie jest jak najbardziej do wykonania. Jak nie teraz to kiedy?

12553074_1035442923178729_6605109769782338853_n

Oglądałem przed chwilą taki fajny filmik na youtube, gdziew fajny sposób autor pokazał, że to kim jesteśmy zależy od miejsca w którym się wychowaliśmy, które wykreowało w to co wierzymy. Dla nas zupa z rekina nigdy nie będzie czymś normalnym, jednak dla Chińczyka czymś nadzwyczajnym może być używanie sztućców. W Wenezueli tylko najbiedniejsi jedzą krokodyle… Wiecie, że w Maroku czy Turcji ludzie potrzeby fizjologicznej numer 2 nie załatwiają siadając na ubikacji, a swojej specjalnej toalecie, gdzie pierw trzeba kucnąć, żeby trafić do rowka, który otwiera się pod wpływem ciężaru stolca? Jak pierwszy raz zobaczyłem to w Istambule, to myślałem, że robi sobie ze mnie żarty. Później okazało się, że ten styl jest wygodniejszy i nawet zdrowszy niż nasz. Czyżby to w co wierzyłem przez całe życie, okazało się kłamstwem i tak podstawową czynność wszyscy robimy źle?

Wyrosłem w takim przekonaniu, że ludzie pojawiający się w telewizji są lepsi, dosłownie się tam rodzą, a taki przeciętniak jak ja nie ma czego tam szukać. Poczucie, że nadaję się do robienia rzeczy które nie sprawiają mi przyjemności, ani prawdopodobnie nigdy nie zrobią ze mnie wolnego człowieka, rosło do momentu wyjazdu na Erasmusa. Ile to we mnie zmieniło! Wszyscy już jednak o tym wiecie, jak nie to jedynie mogę powiedzieć, że cały blog jest konsekwencją tej wymiany studenckiej. Już dawno mówiłem, że wyjazd powinien być obowiązkowy, przynajmniej na jeden semestr, dla każdego. Żadne z Was nie wróciło by już takie samo.

21.01 to był mój dzień, choć sukces nie rodzi się od razu. Ostatni i zarazem pierwszy pokaz w Warszawie miałem jednak w listopadzie. Podjąłem odważną decyzję, postanowiłem, że pójdę do radia i telewizji spróbować. Jak nie teraz to kiedy? Jeśli to się nie okaże wystarczająco interesujące to będę przynajmniej wiedział, że przez kilka kolejnych lat na ekranie nie zagoszczę. Nie wiedziałem z kim będę tam rozmawiać, nie wiedziałem na kogo się powołać. Ochroniarz pokierował mnie do budynku, w którym znajdują się studia, tam inny powiedział żeby poczekać na konkretnego dziennikarza, który mógłby zająć się tą sprawą.

Czekałem już z 2 godziny i wychodząc minąłem się z nim w drzwiach. Wydaje mi się, że to, podobnie jak to, że kolega (Jakub pozdrawiam ;)) mieszkał bardzo blisko Radia i TVP nie były dziełem przypadku. Znaki trzeba jakoś odczytywać ;). Kilka godzin później dostałem maila bezpośrednio do Pana reportera i teraz wszystko zależało już ode mnie. W zależności od tego jak się pokażę, taką decyzję podejmą. Nie odzywali się długo i wbrew pozorom był to dobry znak. Gdyby chcieli powiedzieć nie dopisaliby od razu, a tak pewnie kombinują którego dnia mnie wcisnąć.

Zeszły czwartek był zatem tym magicznym dniem, gdy spełniły się marzenia nie tylko moje, ale i moich babć i to w dzień babci(!) może rodziców oraz cała rodzina mogła z dumą patrzeć, że wreszcie komuś jakoś się udało!

W studiu byłem godzinę przed nagraniem, najpierw standardowo malowanie i pudrowanie, później stylizacja fryzury. Ja mam to szczęście, że dużo przy mnie ani tu, ani w WP nie musieli pracować, minus taki, że jest mało czasu na zrobienie fotki. W dalszej kolejności dostałem herbatę i poprowadzono mnie do pokoju w którym czekali już inni uczestnicy. 20 minut przed moim wystąpieniem pojawiła się reklama. „A już za chwilę: Przemysław Śleziak, opowie o spontanicznej 16 miesięcznej podróży autostopem po Ameryce Południowej”. Nie powiem jak się czułem, bo czułem się zwyczajnie. Do mnie chyba jeszcze dzisiaj nie dotarło.

Kilka minut przed rozmową przypinają mikrofon, minutę wcześniej zapraszają do studia. Wymieniliśmy kilka luźnych zdań, przeszliśmy na ty, kamerzysta krzyczy 8,7,6,5,4, a dalsze 3 sekundy pokazuje jedynie na palach. Wchodzimy na antenę, rozmawiamy. JESTEM W TELEWIZJI!!!! Miałem farta, że to nie było pierwsze przemówienie, bo stres zjadłby mnie całkowicie. Tym razem czułem się w miarę spokojnie, nerwy nie zdążyły się jeszcze urodzić, a już rozmawialiśmy. Miałem szczęście, że prowadzący znali się na rzeczy. Wiedzieli o co zapytać, jak w te 8 minut wydobyć ze mnie sporo informacji. Wiadomo, że ciężko streścić 16 miesięcy w tak krótkim czasie, sam też nie wiem co do końca mam powiedzieć, bo dla mnie to wszystko brzmi już zwyczajnie. Pytanie zadane na sam koniec: a coś piszesz? Było tym na które czekałem. „Tak piszę bloga, udzielam się aktywniej na stronie facebookowej…” I wtedy jak strzał do głowy przyszło mi najważniejsze. TY DEBILU NIE, NIE PISZESZ BLOGA TYLKO KSIĄŻKĘ PISZESZ IDIOTO!!!! I tak w dość naturalny sposób udało mi się to szybko dodać. Zaprosiłem też na poniedziałkowe spotkanie i wcześniej poinformowałem o moim kolejnym marzeniu, którym po książce będzie spotkać się ze Snoop Doggiem :D. Dzisiaj zaktualizuję swoją listę celów, bo poprzednia już prawie wykonana, więc możecie zajrzeć w zakładkę „moje cele”, a na pewno będzie ciekawie!

Po rozmowie zrobiliśmy sobie fotkę i Pan prowadzący powiedział nawet, że znajdzie mojego bloga ;)! Siedziałem sobie tam do końca, chciałem jeszcze zrobić kilka zdjęć studia. Zjadłem przygotowane „śniadanie” i tak przygoda dobiegła końca.

Niby to tylko 10 minut, a jak ważnie są to chwile. Poznałem lidera zespołu kombi, a jego „prawa ręka”, Pan Korzeniewski dał swoją wizytówkę i tym samym jest szansa, że na łamach Pomorska TV pojawię się nieco dłużej, także dowiecie się więcej ;). Przede wszystkim jednak będąc tam widzi się, że sukces widziany oczami widza, ma wielu ojców, a każdy z nich jest bardzo sympatyczny i wcale nie jest „lepszego” gatunku. Też z rana musi iść do toalety i też prawdopodobnie robi „to” źle.

Wierzcie w swoje marzenia! Może kiedyś tego lwa przytulę! Vai lá cara!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Odkrywając karty TVP!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s