Poniedziałek jest ok!

Najgorszy dzień tygodnia, komu po weekendzie chce się wracać do rzeczywistości? Ja mam to szczęście, że każdy dzień traktuje jako kolejny. Od wyjazdu na Erasmusa nie mam już parcia, że w piątek muszę iść na imprezę ani poczucia, że poniedziałek akurat musi być beznadziejny. Każdy poranek to kolejne kilkanaście godzin na zrobienie czegoś fajnego i tak się zdarzyło, że sam początek tygodnia okazał się bardziej owocny niż mi się mogło wydawać w najśmielszych snach!

wstudio

Powoli ogarniam Warszawę. Jak pierwszy raz tu przyjechałem i zobaczyłem tą 3 pasmową obwodnicę dookoła miasta, wiadukty, czy rozjazdy to się przestraszyłem. To znaczy, wszystko fajnie, wreszcie coś się w tym kraju zmieniło i stolica faktycznie wygląda jak miasto. Nie jest to jeszcze wielka metropolia, ale i wstydu nie ma! Problem jedynie taki, że wszędzie jest daleko… Odległość na mapie wydaje się niewielka, po czym w rzeczywistości to kilka kilometrów do przejścia…

Pewnie, można autobusem, tramwajem, albo metrem. Tym drugim całkiem łatwo jeździć na gapę. Kanary nie wsiadają do pojazdu, jedynie czekają ukryci w tłumie, najczęściej na przystankach blisko centrum, i polują na wysiadających ludzi. Plus taki, że w tłumie się wyróżniają, bowiem zamiast twarzy mają mordy!

Wracałem jakoś w listopadzie z pierwszej prezentacji, była sobota, godzina 23. Dojeżdżamy na „metro świętokrzyska”, trzeba było się przesiać w 2 nitkę. Obok ochroniarza stoi ubrany w czarną kurtkę, samotny, z takim ryjem najwredniejszego charakteru z kreskówki, który już z daleka, węchem potrafi rozpoznać gapowicza, kontroler. Prawie trafił. Wszyscy wysiedliśmy drzwiami obok. Dlatego teraz żeby nie ryzykować po prostu chodzę sobie na piechotę. I dzięki temu, mogę całkiem dobrze odkryć miasto i nauczyłem się gdzie leżą najważniejsze dla mnie punkty jak TVP i Polskie Radio.

I właśnie w poniedziałek już w południe udałem się do radiowej Czwórki, drugiej najpopularniejszej państwowej rozgłośni, której docelowym targetem są ludzie młodzi. Samo radio (a przynajmniej ta część w której byłem) mieściło się na powierzchni zwykłego mieszkania. Lekko zestresowany wszedłem do studia, niepewnie zapytałem czy mogę zrobić sobie selfi. Po 15 minutach byłem już tam, gdzie przeprowadza się wywiady. Jeden stół, kilka mikrofonów, prezenter na przeciwko mnie. Trochę rozmowy rozluźniającej, masa moich pytań dotyczących jego pracy, kilka jego o czym rozmawiałem w TVP, i wreszcie wchodzimy na antenę, przy okazji z obu stojących kamer wszystko jest nagrywane i można to podejrzeć na żywo ;).

Krótka zapowiedź mojej osoby, i uwaga! Obalamy mity: czytana z kartki :). Raczej nie spodziewałbym się także, że „Pani w wiadomościach” mówi wszystko z głowy! Lecą 2 piosenki i rozpoczyna się „moje szoł”. Zakładam na uszy słuchawki, wszystko jest tak dziwnie skomunikowane, że pracownicy siedzący za szybą obserwujące nas mogą się właśnie komunikować z prezenterem tą drogą. Rozmawiamy o tym jak to się zaczęło, dlaczego podjąłem taką decyzję, co mnie najbardziej zaskoczyło. PRZERWA, zasygnalizowana odpowiednim gestem dłoni. Zza szyby, ktoś wrzuca „sampla”, po czym gra muzyka. Kolejna piosenka i kolejne kilka minut rozmowy. Wydaje się dużo, jednak w rzeczywistości czas ten tak szybko znika. Potrzeba naprawdę dobrego prezentera, który będzie potrafił w tym krótkim okresie wyciągnąć sporo informacji.

15:25 i byłem bogatszy o kolejne piękne doświadczenie, myślałem, że poszło mi przyzwoicie, a okazało się, że wszyscy byli wręcz zachwyceni. Z prowadzącym Piotrkiem zrobiliśmy sobie kilka selfie, był to chyba pierwszy człowiek, a na pewno w pierwszej dziesiątce, który chciał zrobić sobie ze mną zdjęcie!!! Zbiliśmy piątkę i jest szansa, że pojawię się tam jeszcze raz! Prawdopodobnie jak napiszę książkę, będzie zatem jakaś ciekawa reklama!

W dalszej części udałem się prosto do kawiarni, prezentacja co prawda o 19, ale na piechotę to dobra godzina drogi. Nie polecam nikomu być tak wcześnie przed prezentacją. Najlepiej pojawić się 5 minut szybciej, jak wszyscy już czekają, podłączyć pendrive i jechać. Teraz budynek był pusty, mogłem przy okazji wysuszyć mokre buty i skarpety na kaloryferze, a jak się już ogarnąłem to przez kolejną godzinę czułem stres… Mówią, że jak człowiek był już w TV i w Radiu to nie ma się czym przejmować. Przecież to też nie jest moja pierwsza prezentacja… ale po długim czasie! Prawdopodobnie dlatego musiałem dwukrotnie odwiedzić toaletę i pokaz zacząłem słowami „ostatnio tak czułem się w wenezuelskim areszcie…”

Dalej poszło już całkiem spoko. Miałem chyba najfajniejszą publiczność ever. No od pierwszego do (prawie) ostatniego słowa wszyscy się non stop śmiali, a to akurat pomaga. Wtedy czuje się, że ludzie słuchają, że są ciekawi i dobrze wszystko odbierają. Czasem zdarza się tak, że dopiero po kilkunastu/dziesięciu minutach coś się zaczyna ruszać i wtedy nigdy nie wiem czy przynudzam, czy co… Na szczęście nikt raczej sali nigdy nie opuszcza, a po spotkaniach często jest pozytywny feedback, więc wychodzi na to, że to tylko moje chwilowe odczucie. Tak czy inaczej Południk Zero, dziękuję!

W trakcie pytań sala opróżniła się do połowy, jak nie mocniej. No ale trudno się dziwić ludziom, którzy musieli cały pokaz stać i oglądać go ze schodów. Problem jest zawsze taki, że jest za mało miejsca :D. Ostatnim elementem były przygotowane przeze mnie pamiątkowe zdjęcia. Okazja do bezpośredniej rozmowy, wymiany opinii, zbicia piątki. Ludzie bardzo chętnie w takim wypadku dzielą się prywatnie swoimi wrażeniami, pytają gdzie i kiedy następny pokaz. Mają przy okazji przypominajkę w postaci loga na fotce, wiedzą gdzie szukać więcej informacji. Tym razem jednak coś poszło dalej, choć w małym stopniu spełniło się moje kolejne marzenie, którego nie zdążyłem nawet zapisać na liście „moje cele”.

Zdjęć poszło sporo, wreszcie jednak ktoś powiedział, że chce z AUTOGRAFEM. COOO???!!! Ok, kiedyś już podpisałem jakąś fotkę, ale to raczej była moja chęć zostawienia pamiątki, a teraz? Podchodzą do chłopka z Oruni Dolnej, czytaj Pragi Południe i chcą od niego podpis? Jeden, za chwile drugi, trzeci, z dedykacją dla „podróżniczki”, „syna”, „mnie”… Za chwilę wspólne zdjęcie. ALE FAZA! A ja nawet nie miałem ze sobą długopisu, nawet nie wymyśliłem jeszcze sobie ciekawego podpisu!!! Kolejka ustawiła się względnie spora, dzisiaj rano obudziłem się innym człowiekiem i nawet bez kaca, wszystko świętowaliśmy na spokojnie.

Po tym gdy szum opadł i skończyło się gwiazdorzenie, zaczęła się normalna rozmowa z ciekawskimi czegoś więcej. Zjadłem sobie tosty z żurawiną i wypiłem piwko kokosowe. Plus organizowania takich spotkań, że zawsze są jakieś darmowe bonusy dla prowadzącego i można bez obaw spróbować czegoś oryginalnego. Dowiedziałem się przy okazji co to jest „pen-tapping”, mam nadzieję, że pomogłem podjąć jednej dziewczynie decyzję o wyjeździe na Erasmusa i na sam koniec posłuchałem jeszcze co nieco o życiu na squot’cie. Potwierdziło się jedynie to o czym wiedziałem wcześniej. Tam żyją normalni ludzie :).

Życzę wszystkim takiego poniedziałku, chociaż raz w życiu. Dzisiaj jadę wieczorem do Krakowa, w środę mam nadzieję wrócić w jeden dzień bezpośrednio do Gdańska. Trzymajcie kciuki za prezentację w Księgarni Bonobo, trochę fotek jeszcze zostało, długopisu nadal nie mam, ale kto wie co się stanie ;)?

 

This slideshow requires JavaScript.

 

 

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s