Dlaczego festiwale są fajne!

Bum, bum, bum. Chyba nie jestem aż taki zły w podróżowanie, jeśli moi znajomi organizują już festiwale, a nowe wschodzące polskie gwiazdy siedzą ze mną ramie w ramie! TORUŃ EXTREME FESTIVAL został zakończony, po raz kolejny tak bardzo chciałem dostać uznanie publiczności, a skończyło się na chęciach tylko dlatego, że w mojej głowie pojawiła się myśl, że jak nie zrobię czegoś tak jak sobie wyobrażam, to automatycznie oznacza to, że to jest zrobione źle! Zapraszam do lektury.

26

Tym zdjęciem przeszedłem do historii festiwalu :D!

2.4. – pobudka o 7 rano. Plecak spakowałem już wczoraj, dzisiaj tylko musiałem ogarnąć poranną toaletę, wskoczyć w ciuchy i wyjechać na wylotówkę. Z najmniejszej przegrody wyjąłem szczoteczkę, umyłem zęby, odłożyłem ją do kubka i kolejne mycie zaliczyłem dopiero dzisiaj po powrocie. Człowiek przejechał 65000 km autostopem, zwiedził ponad 30 państw na różnych kontynentach, w czerwcu wydaje książkę, w przyszłym roku spotyka się ze Snoop Doggiem, ale zwyczajnie roztrzepania nie wyplenisz choćby nie wiem co. I to jest właściwie całkiem fajny dowód na to, że nie trzeba być idealnym, żeby móc zwiedzać świat, a słowo EXTREMALNY dla każdego znaczy coś innego.

I potwierdził to Łukasz, jeden z kilkunastu prelegentów edukujących Toruń podróżowania. Choćbym przeszedł świat na rękach wzdłuż równika, to tego ziomka po prostu nie przebiję. Kilka lat temu to właśnie on zainspirował swoją historią ‚najsławniejszą polską rodzinę’ Łopacińskich, którzy z dziećmi w wieku szkoły podstawowej rzucili wszystko i pojechali dookoła świata kończąc z nudnym życiem na etacie (facebook: @lopacinskichswiat). Pierwszego dnia festiwalu jego słowa przemówiły także do mnie, poznajcie w skrócie jego historię.

Poznałem dziewczynę. Poprosiła mnie kiedyś o zrobienie strony internetowej, pomogłem, zaczęliśmy dużo rozmawiać, spotkaliśmy się, pojechaliśmy razem do Barcelony i odnalazłem miłość swojego życia. If you can dream it, you can do it – zacytował Walta Disneya. Jeśli na prawdę pochodzi to z głębi Twojego serca –dodał.

Ciarki przeszły mnie po plecach. Jak to usłyszałem coś jakby mi powiedziało, że skoro moim marzeniem jest zostać dj’em i zagrać kiedyś na tomorrowland, chociaż dzisiaj mam 23 lata i dopiero zaczynam się uczyć, to mogę na ten Everest też się wspiąć. Pytanie dlaczego tak zareagowałem na to co usłyszałem? Przecież każdy z nas w sumie może wsiąść w Ryanaira i polecieć za 80 zł do Hiszpanii, gdziekolwiek. Ale są ludzie dla których to nie jest takie proste i to właśnie czyni kolegę niesamowitym, bo zrobił coś, a jeździ na wózku inwalidzkim i sam nie jest w stanie zjeść nawet obiadu.

I to jest jedna z rzeczy, której też mnie podróż nauczyła – doceniać to co mam, a wielu powie, że nie miałem nic, albo inaczej – miałem dziury w podeszwie sandałów, brudne bluzki i rozwalony plecak. Chyba nie spotkałem jeszcze nikogo, kto dostrzegłby, że oprócz tego mam ręce, nogi, jestem zdrowy fizycznie i psychicznie, że potrafię mówić i znam nawet kilka języków. Zatem jakie mam przeszkody? W zasadzie żadne, jedyne co mnie i większość z nas ogranicza, to tylko wyobraźnia.

Więc wyobraźcie sobie, że jesteście psami. Czy pies może zdecydować, że jedzie w podróż dookoła świata? Czy pies może zostać dj? Nie. On nie jest w stanie sam stanowić o sobie, zatem będąc ludźmi, sprawnymi ludźmi, mamy już wszystko czego potrzeba do tego, żeby ten świat podbić. Potrzeba jedynie chęci, celu, wiary w siebie i odpowiedniego podejścia.

I tego ostatniego zabrakło mi w Toruniu. Wyszedłem na scenę, spojrzałem na ludzi, chciałem żeby jak zawsze było emocjonująco, dobitnie, z nieudolną, ale lubianą przeze mnie grą aktorską i gestykulacją, a wyszło inaczej. Jakoś nie potrafiłem zbudować napięcia, mówiłem wolno, spokojnie, zupełnie inaczej niż kiedykolwiek. To nie to co chciałem tym ludziom dzisiaj dać – leciało w mojej głowie przez cały pokaz i jak już zacząłem tak kontynuowałem, z wielką przykrością co chwilę przepraszając widownię, że nie jest tak jak chciałem żeby było, aż 40 minut zleciało i puff – szoł się skończyło…

Ostatnim elementem festiwalu był panel dyskusyjny. Publiczność zadawała pytania, po których rozlosowano nagrody dla prelegentów. Głosów było dużo – powiedział organizator, po czym wysypał przed wszystkimi skrzynkę z karteczkami. Gdy większość z nich upadła na ziemię, ta jeszcze kręciła się w powietrzu. Wreszcie wylądowała po środku wszystkich innych, napisem do góry, skierowana tak, że bez problemu mogłem ją przeczytać. Tony Kososki i prezentacja. Co?! SERIO?! Aż się uśmiechnąłem.

Głosowałeś na mnie? – spytałem dzisiaj kolegi, który przyszedł specjalnie na mój pokaz.

Nie no co ty. – odpowiedział. Czyli prawdopodobnie zrobił to ktoś całkowicie obcy!

No ale skoro byłeś moją „wtyką” w publiczności to powiedz mi szczerze jak oni to odebrali?

Nie no strasznie spoko było, ludzie się cały czas śmiali bo taki w sumie fajny styl opowiadania miałeś, interesujący, naturalny, skakałeś z jednej historii na drugą, ale jakoś je łączyłeś, tylko niepotrzebnie ciągle te przepraszam mówiłeś…

 

I dzisiaj siedzę i cieszę się, że „mi nie wyszło”. Bo jest to jakaś fajna lekcja od życia. Raz – czasem nie musi iść tak jak planujemy, ale to wcale nie znaczy, że idzie źle, więc cieszmy się tym co jest, a dwa…

Wiecie – za każdym razem jak „wychodzę na scenę” chcę w gruncie rzeczy tylko jednego – dać coś z siebie publiczności, żeby te 30, 40, 60, 90 minut nie było dla nich zmarnowane, żeby uśmiali się do łez, dowiedzieli się czegoś ciekawego, ruszyli w swoją podróż i pozytywnie zapamiętali to miejsce, w którym występowałem. Każda salwa śmiechu, każde klaśnięcie gdzieś tam w tłumie to jest niesamowita nagroda i to piękne uczucie, które mówi mi, że robię coś dobrego i daje znak, że publiczność jest gotowa na więcej. I wydaje się, że podświadomość przemówiła i jakoś udało się ;)!

I to jest chyba fajne miejsce na koniec. Długo nic nie pisałem, mam nadzieję się poprawić. Kto tu doczytał ten pierwszy się dowie, że NA POCZĄTKU czerwca premierę będzie miała książka. Tytuł: Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę, okładka jeszcze nieznana. W związku z tym udaję się w podróż po Polsce, ponownie. Kwiecień jakoś sam, choć trochę się wypełnił, maj powoli też „znika”. Jeżeli wiesz, gdzie w Twoim mieście mogę zrobić spotkanie – odezwij się, pomóż mi, może tym razem to ja odmienię Twoje życie!

DZIĘKI WSZYSTKIM ZA TE 2 DNI!

NAGRODA PUBLICZNOŚCI: @jakTOdaleko, Tomek; ZWYCIĘZCA FESTIWALU: @flyAWAYtv, Władek; NAJŁADNIEJSZE ZDJĘCIE: vaiLÁcara, Tony!

This slideshow requires JavaScript.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s