Isla del Sol. To tu narodziło się słońce!

La Paz to było doświadczenie! Gówniane doświadczenie… Nie było dnia żebym nie siedział na kiblu przynajmniej kilkadziesiąt minut, a od natłoku gazów w brzuchu w domu koleżanki którą poznałem 5 miesięcy temu przez paręnaście minut na brazylijskiej Copacabanie, robiło mi się głupio. Nikt bowiem takich problemów nie miał i nikt do końca nie rozumiał co mi jest, bo Boliwia dostęp do morza straciła już jakiś czas temu na rzecz Chile i teraz pozostały im góry i dżungla, a ja przecież rodowity Gdańszczanin jestem. Tak czy inaczej skądkolwiek bym nie był to nie ma w naszym kraju miejsca które zna taką wysokość, bądź mogło by z najwyżej położoną stolicą świata w jakikolwiek sposób konkurować. Tam gdzie miałem się udać miało być jeszcze wyżej. Bo Boliwia to wiele tego co naj-. NAJwyżej położona przejezdna droga na świecie (ponad 6km), najwyżej położone miasto świata (Potosi, 4km+), i wreszcie najwyżej położone jezioro na świecie, a na nim mój kolejny cel i zarazem miejsce gdzie narodziło się słońce.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Czytaj dalej

Reklamy

No flow przez Ameryke Poludniowa!

[europa]

8 miesiecy, 3 kraje. Brazylia, Boliwia, Peru. Autostop. Nic tu wiecej do dodania po prostu ogladajcie ;)

[world]

8 months, 3 countries- Brazil, Bolivia, Peru. Just watch, just follow, just vai lá cara!

60 dni w biednym „sercu” Ameryki Poludniowej

Przed wyjazdem do Ameryki Poludniowej zaczalem czytac. Rozne strony, rozne blogi podawaly rozne informacje. A to tu dowiedzialem sie, ze kradna na skuterach wiec trzeba uwazac na aparaty i chodzic prawa strona chodnika, a to tam ze lepiej autostopem nie jezdzic bo zdarza sie, ze porywaja turystow… Dnia 4 wrzesnia, gdy przekraczalem granice Brazylijska obraz Boliwii nie prezentowal sie interesujaco, sam jednak sie nie spodziewalem, ze po 60 dniach bede czul smutek opuszczajac ten kraj…

SAM_2550

Czytaj dalej

Gowniane zycie w La Paz!

Do La Paz z Oruro dojechałem autobusem za 15 B$. I choć dystans do pokonania nie przekraczał 300km, a dwupasmowa asfaltowa prosta droga nie stanowiłaby żadnego dyskomfortu, to ze względu na niską cenę, oraz to, że dnia kolejnego były wybory i cały kraj stanął w miejscu, zdecydowałem się na ‘flotę’, aby przypadkiem nie utknąć gdzieś po drodze. Po blisko 5 godzinach drogi wjechaliśmy wreszcie do czegoś dużego, ‘wyglądem przypomina trochę Santa Cruz, całe płaskie, nie rozumiem tylko dlaczego w przewodniku napisali, że po prawej stronie są lepsze widoki’ – pomyślałem i stwierdziłem, że to nawet i lepiej bo nie będę musiał tu długo siedzieć. Gdy chciałem już wysiadać, jeden z pasażerów widząc, że jestem turystą zapytał czy na pewno wiem co robię i wyjaśnił, że tu jest El Alto, a stolica będzie dopiero za 15 minut. Dzięki Bogu tym razem posłuchałem się tego co napisali w książce, bo zjeżdżając do terminalu widok był tak piękny, że zamiast otworzyć kieszeń i wyjąć aparat, otworzyłem tylko buzię i korzystałem z momentów, w kórym panorama La Paz wyłaniała się z zasłaniających ją drzew, czy małych wzniesień znajdujących się tuż przy drodze. Nawet Cochabamba, którą do tej pory uważałem za najładniejszą w całym kraju nie mogła się równać z tym co w tamtym momencie zobaczyłem.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Widok na paredziesiat minut przed La Paz

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Wybory wygral ten po lewej, 3 raz z rzedu. Com Evo vamos bien powiadaja, choc niektorzy sadza ze to powoli zamienia sie w dyktature.

Czytaj dalej

O chwilowym zyciu w dzungli slow kilka

Jestem w La Paz. Ponownie. I ponownie zaraz po powrocie zacząłem się źle czuć. Choć nie boli mnie brzuch, to czuję jakby tym razem brało mnie przeziębienie, dodatkowo kilka dni temu próbowałem zjeść pestkę owoca Caju i do tej pory w lewej części wargi mam taki zajad, że skóra zmieniła kolor i z bólem otwieram buzię, żeby wrzucić kolejny widelec makaronu. Mając teraz dostęp do komputera, mając jakieś 19 godzin czasu w autobusie przeznaczonym dla kurdupli podczas żmudnego powrotu do domu, próbuję podsumować te 11 dni podróży. Czy było warto? Zawsze jest warto, a już szczególnie, gdy wreszcie odnajdujesz to czego szukałeś, nie wazne jak dlugo!

Gdy w piątek 2 tygodnie temu, około południa wyjeżdżałem ze stolicy powiedziałem Skarlet, że do przyszłego czwartku powinienem wrócić, później 2 dni odpoczynku i wio do Copacabany, Wyspy Słońca i Peru – ile czasu można już w tej Boliwii siedzieć? Zapytałem retorycznie z uśmiechem na twarzy. Tak czy inaczej samo to, że miałem ze sobą tylko 280 B$, a po kupnie bietu do Coroico o 20 mniej nie stawiało mojej podróży w świetle jednej z tych długich. Z resztą tylko w czwartki i niedziele w El Alto odbywa się targ, gdzie znalazłem fajne i tanie spodnie, spiwory więc planowałem jeszcze zrobić jakieś małe zakupy, bo później ceny będą już tylko rosły, a moja garderoba staje się nadzwyczaj uboga.

Coroico oddalone jest od La Paz o około 80 do 100 km, Rurrenabaque tylko 400. Blisko 400 jest z Gdańska do Łodzi, czy Warszawy, a Polskim Busem dystans ten pokonuje się jakieś 5 godzin, więc lajtowo dojadę, myślałem. Jestem jednak w Boliwii ;). I nie mam zamiaru się naśmiewać, że mają gówniany transport czy słabe drogi… Największym problemem są tu góry! Droga do pierwszego przystanku mojej wyprawki była wyłożona nowiutkim asfaltem, stara zwana „Najniebezpieczniejszą Drogą Świata” przeznaczona jest już tylko dla turystów i przejezdna tylko dla rowerów. Kręta asfaltowa ścieżka, z zapierającymi dech w piersiach uskokami z obu stron, wiodła wszystkich pasażerów przez kolejne kilka godzin do wsi znajdującej się blisko 2 km niżej niż La Paz. Choć nie od razu odczułem powrotu mojego brzucha do 100% kondycji, to już na drugi dzień wszystko było w porządku, mogłem jeść lody, banany, obiady… było tak dobrze, że moja pozytywna energia chyba się udzieliła policjantowi pobierającemu opłaty za przejazd w Coroico, który aktywnie zaangażował się w poszukiwanie mi kierowcy do „Rurre”, czy po prostu w tym kierunku, do kolejnej wioski. Nie wiedząc w co się pakuję z uśmiechem na twarzy stałem obok pana w mundurze, który wyjaśniał kolejnym kierowcom jakim to dobrym i wyedukowanym jestem człowiekiem i że po prostu muszą mnie zabrać. Po chwili przyjechał jego kumpel i do wieczora byłem 60 km dalej w Caranavi. Droga, ktora tu wiodła momentami przypominała te z filmów akcji, gdzie masz jeden pas, z prawej strony górę, a z lewej kilkudziesięciometrową przepaść, brak barierek, czy jakichkolwiek zabezpieczeń tylko dodawał pikanterii całej scenerii. Tę noc jak i kolejną spędziłem w namiocie, a cały dzień pomiędzy od blisko 12 do 21 w cysternie, która miała 24 tysiące litrów paliwa, przez co w 9h w pełnym słońcu, przejechaliśmy może 150 km? Nazajutrz musiałem pokonać ostatnią prostą. Uwierzcie mi, że choć skracam i nie wypisuje wszystkich odczuć które mi towarzyszyły, to łapiąc cień, opierając się o koło ciężarówki i czekając, aż w parudziesięciostopniowym upale w końcu ktoś będzie jechał tam gdzie ja i zaberze mnie za darmo, mentalnie i fizycznie sprawiły, że byłem niedaleko krawędzi swoich możliwości. Chyba tylko ośli upór, doświadczenie i chęci sprawiły, że o 16 wreszcie wyskoczyłem z paki, po podróży, która mi się do tamtej pory nie przytrafiła. Jak to się jednak mówi, zawsze jest najciężej, krótko przed sukcesem.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Jak bylem maly zastanawialem sie dlaczego nie moga budowac autostrad z piasku. Byloby taniej, szybciej… coz po tym stwierdzilem ze asfalt to 8 cud swiata.

Czytaj dalej

Mars.

Nocleg mial miejsce juz po za Salarem. Tak jak wiekszosc myslala ze to co najlepsze i najwazniejsze mamy juz za soba, tak to dopiero nadeszlo. Aktywny wulkan, jeziora bogate w rozne trujace pierwiastki jak arsenik i siarka, gejzery, czy po prostu krajobraz sprawialy, ze czulem sie tak jakby nasze 2 osobowe chatki nie byly tylko solnymi pomieszczeniami, a statkami kosmicznymi, dzieki ktorym w nocy przetransportowalismy sie na Marsa, aby przez kolejne 2 dni kontynuowac nasza droge. Przy okazji byloby to jakies logiczne wyjasnienie dlaczego dluga czesc nocy spedzilem w toalecie, a kolejny dzien ze wzgledu na bole brzucha byl dla mnie trudny jak rajd Dakar, ktory kilka lat temu zostal przeniesiony do Ameryki Poludniowej i obecnie jego trasa przebiega przez Argentyne, Chile i Boliwie, wiec po czesci byla takze podobna do naszej ;).

113 (1) 112 Czytaj dalej

EL SALAR!

Z Ziemi przez Ksiezyc na Marsa – tak w skrocie mozna podsumowac 3 dniowa wycieczke, ktora dla mnie rozpoczela i zakonczyla sie w 20 000 miasteczku zwanym Uyuni. Po blisko 10 godzinach snu dzisiaj, czyli 10/10, planuje autostopem wyjechac do Oruro, skad do La Paz pozostaja juz tylko 4 godziny drogi. Frajdy calej podrozy dodalo to, ze wzieli mnie jako pol-przewodnika przez co za tripa wartego 1430 B$ nie zaplacilem ani grosza, a dzien wczesniej studiujac krotki przewodnik o tej okolicy dowiedzialem sie wielu ciekawych rzeczy, o ktorych w trakcie tekstu bede wspominal.

Poniedzialek 10 30 wyruszamy. Poczatkowo mialy jechac ¨tylko¨ 2 jeepy, jednak gdy przyszedlem okazalo sie ze nazbieralo sie az 16 turystow, przez co doszlo jeszcze jedno auto. Wiekszosc stanowili ludzie, ktorzy pochodzili z anglojezycznych krajow, wiekszosc takze 3go dnia sie z nami pozegnala, poniewaz biuro oferowalo dowoz do granicy z Chile i transport do San Pedro polozonego na pustyni Atacama za 50 B$. Nie do konca rozumialem dlaczego az tak wielu ludzi wybralo ta opcje, a argumenty, ze jest to najsuchsza pustynia swiata, czy jedno z najlepszych miejsc do obserwacji nieba jakos nie byly wystarczajace. Nie mniej jednak, gdybym wybieral sie na polodnie kontynentu, to to rozwiazanie mogloby byc wziete pod uwage ;).

Pierwszym przystankiem bylo cmentarzysko pociagow polozone jakies 3 km od Uyuni. Podobno najlepiej prezentuje sie o zachodzie i wschodzie slonca, choc w ciagu dnia i tak wygladalo fajnie. Stare lokomotywy parowe pochodzace z Anglii czy Francji obecnie podziurawione przez rdze nie nadaja sie do niczego, jednak dawniej wozily one srebro i inne mineraly do Chile, skad ladowano je na statki i dalej plynely w swiat. Dlatego tez to miastko posiada siec kolejowa, ktora dziala do dzisiaj  oraz jest dostepna takze dla turystow. Za pomoca koleji dojedziemy nie tylko do najdluzszego panstwa swiata, ale takze do granicy z Argentyna, czy Oruro, miasta polozonego blisko 300 km na polnoc od Uyuni.

005 013 011 Czytaj dalej