Paryż

Z samego Gent do stacji benzynowej niedaleko granicy z Francją podwiózł mnie mój Couchsurfer i szczęśliwy, że o 11 stoi tutaj tyle TIRów od razu zabrałem się tradycyjnie do pytania jednego po drugim. Jako trzeci w kolejności byli Polacy no i po krótkiej rozmowie z nimi sytuacja się skomplikowała… była sobota, dowiedziałem się, że jednak nie wiadomo dlaczego jest weekendowy zakaz (który w mojej głowie obowiązywał tylko w okresie wakacji) i raczej nikt nie wyjedzie ze stacji do poniedziałku…

Ci co mnie znają, lub śledzą w miarę na bieżąco moje poczynania wiedzą, że:

RADOŚĆ KOSOSKIEGO = DROGAxPRĘDKOŚĆ
Z powyższego wynika, że im dalej i szybciej tym lepiej. I jak wspomniałem, zainteresowani wiedzą, że:

Czytaj dalej

Reklamy

"Raz na tirze, raz…"

Wiem, wiem każdy pewnie oczekuje zdjęć z ostatniej wycieczki, ale niestety najpierw zdecydowałem się podzielić z wami moją niewiarygodną podróżą do domu ze stolicy Francji, która zaczynała się można by powiedzieć nie tak jak powinna, a skończyła… przeczytajcie!

Była środa, mój piąty dzień pobytu w Paryżu. Czekając na informację od znajomej kiedy będzie bronić swoją pracę magisterską stwierdziłem, że sam napiszę i zapytam, bo termin pomiędzy 20 a 25 lutego zbliżał się wielkimi krokami, a wieści od niej żadnej. Po paru chwilach przyszła odpowiedź, że w piątek, na co odpowiedziałem, że bardzo mi przykro, ale jest to niemożliwe żebym dojechał na czas, może uda się zdążyć na wieczorną imprezę pożegnalną, bo następnego dnia wracała już na stałe do Brazylii.

Czytaj dalej

Covilha – Amsterdam cz.2 – jestem!

Dzień szybciej niż przewidywałem, czyli 7/02 udało mi się pokonać dystans ~2000 km! Do stolicy Holandii łącznie dojechałem dziewięcioma stopami, przy czym ostatnie 100 km pokonałem trzema – najpierw spod Rotterdamu do okolic Hagi, później ciężarówką pod sam Amsterdam, a na koniec do „Amstel station” autem, z kierowcą który na moje głupie pytanie czy jedzie w kierunku stolicy, nie mógł odpowiedzieć nic innego jak „tak” i nie widząc opcji odmowy zgodził się mnie podrzucić!

Bilans wycieczki to 25 euro wydane na jedzenie i 10 euro pozyskane od przedostatniego kierowcy, który postanowił nagrodzić mnie za to w jaki sposób żyję, w szczególności był strasznie zachwycony tym, że jadę do Brazylii na mistrzostwa świata i że miał okazję mnie poznać.

Czytaj dalej

Covilha – Amsterdam – "dzisiaj bez farelki"

Wreszcie zaczęły się ferie i wreszcie jest czas żeby gdzieś pojechać! Nie liczy się to, że zima czy zimno, liczy się, że znalazłem kompana do podróży, który przyjechał z Coimbry przez śnieżnie portugalskie góry do Covilhi odpocząć u bezdomnego mnie. Na szczęście udało się ogarnąć prysznic, wódkę i spanie – nikt nie był poszkodowany, wręcz przeciwnie, następnego śnieżnego dnia wyruszyliśmy szczęśliwi w naszą podróż!

Pierwszym przystankiem był Lidl, kolejnym most na końcu Covilhi, który każdy szanujący się autostopowicz zna! Szło ciężko, ale łącznie po 6 godzinach złapaliśmy auto do Guardy, pierwsze 40 km dodało nam otuchy, jednak po kolejnych 120 minutach stwierdziliśmy, że w nocy nie złapiemy nic więc warto ruszyć się na stację benzynową, gdzie będziemy mogli się przespać i próbować łapać coś jeszcze w kierunku granicy z Hiszpanią, gdzie to jest duży parking dla ciężarówek, a tir = długa trasa! Czytaj dalej