Moje cele [PL/EN]

 

IMG20130808_013[PL]

Jeszcze krótko przed maturą zacząłem się angażować w „pracę” w firmie FM. Spotkania z ludźmi, którzy już zarabiają dużo pieniędzy i mają w swojej piramidzie wiele osób niczego specjalnego mnie nie nauczyły, jednak w tamtym okresie w moje ręce trafiła książka zatytułowana: „tak jak człowiek myśli”, której głównym przesłaniem było, że wszystko co dzieje się w naszym życiu bezpośrednio wychodzi od nas – z naszej głowy, a dokładniej naszych myśli.

W cały ten system sprzedaży perfum wprowadzał mnie kolega z dzielnicy. Pamiętam dobrze do dzisiaj jak pewnego razu spotkaliśmy się u mnie w domu, a ten poprosił mnie żebym pomyślał jakie mam marzenie i je teraz głośno wypowiedział. Jako przykład podał swoje, w którym za parę lat widział swój garaż wypełniony najnowszymi modelami samochodów typu Ferrari czy Lamborghini. Jedyne co mi w tamtym momencie przyszło do głowy to to, że chciałbym za 4 lata być na Mistrzostwach  Świata w Brazylii… choć 4 lata wcześniej te odbywały się w Niemczech i nawet nie myślałem żeby pojechać do Berlina „bo to za daleko”.

Nie wiem jak duży wpływ miało tamto spotkanie na moje przyszłe życie, sądzę, że niewielkie, ale faktem jest to, że trzy lata później dzięki szczęściu udało mi się przedostać w drugiej turze naboru przez eliminacyjne sito i na chwilę obecną mogę powiedzieć, że na 99% jadę, czekam tylko na list akredytacyjny od FIFY, żeby odebrać wizę, która umożliwi mi „pracę” jako wolontariusz. Też od momentu wyjazdu na Erasmusa zauważyłem jednak, że to stawianie sobie celu nie jest takie głupie, bo jeżeli to zrobimy i naprawdę będziemy chcieli go osiągnąć to nie ma rzeczy niemożliwych, a przebieg zdarzeń w naszym malutkim prywatnym świecie przez przypadek potoczy się tak, że los sam nas zaprowadzi na nasz szczyt.

W związku z powyższym teraz chcę przed wami postawić kilka swoich celów, które są we wnętrzu mojej głowy i czekają na spełnienie! Oto i one, choć na pewno nie wszystkie bo ciężko na raz o wszystkim sobie przypomnieć:

  1. Zobaczyć mecz Mistrzostw Świata
  2. Pojechać do Brazylii
  3. Mieszkać w Rio de Janeiro
  4. Złapać jacht na stopa
  5. Przejechać autostopem co najmniej 40 000 km
  6. Napisać książkę – W TRAKCIE
  7. Zostać wciągniętym przez Bangkok (żeby tylko mnie nie wypluł z drugiej strony!)
  8. Potrafić mówić po portugalsku prawie perfekcyjnie (udało się nawet z hiszpańskim!)
  9. Nauczyć się rosyjskiego i francuskiego
  10. Zostać inżynierem
  11. Przytulić lwa
  12. Zostać dj i zagrać na Tomorrowland
  13. Stanąć na Antarktydzie
  14. Zdobyć Mount Everest
  15. Wydać książkę i zrobić z niej bestseller
  16. Dostać pracę w telewizji
  17. Zagrać w reklamie
  18. Zwiedzić cały świat
  19. Polecieć w kosmos
  20. Spotkać się ze Snoop Doggiem
  21. Założyć rodzinę

Czytaj dalej

Pierwsze kroki z autostopem

614733_433318080047862_1004658807_oO autostopie wiedziałem już od dawna. Do dzisiaj pamiętam, gdy w wieku może dziesięciu lat wracałem z centrum Gdańska i na przystanku autobusowym „Zaroślak” z tylnego siedzenia samochodu zobaczyłem, nie pierwszy raz zresztą, grupę ludzi stojących z dużymi kartonami z napisem WROCŁAW. W tamtym czasie wiedziałem, że to gdzieś na południu czyli daleko, więc od razu pomyślałem – „kto was tam szaleńcy zabierze? Idźcie na pociąg!”.

Przez kolejne kilka lat nigdy nie przeszło mi przez myśl, żeby kiedykolwiek nawet spróbować, choć wiadomo – chodząc do gimnazjum, a tym bardziej podstawówki, wiele możliwości się nie ma, rodzice wymagali żeby się uczyć, a wiek 12-15 lat nie jest do końca odpowiedni na takie przygody i paradoksalnie będąc tak młodym zaczynałem swoją pierwszą pracę i w wakacje sporo czasu spędzałem na roznoszeniu ulotek, a w trakcie roku szkolnego czas spędzałem w klubie, gdzie trenowałem tenis stołowy.

Wreszcie przyszło liceum i gdy staliśmy się już pełnoletni niektórzy znajomi mieli odwagę, żeby próbować „stopa” i wychodziło im to z sukcesem. Mowa tu o dwójce moich kolegów z przed ostatniej ławki w środkowym rzędzie w klasie od fizyki, czyli Wiktorze i Krystianie, których historie o wojażach do Chorwacji, Francji czy udziale w wyścigach autostopowych od czasu do czasu docierały i do mnie. Wtedy zacząłem zazdrościć im odwagi i świetnych przygód, ja w zasadzie poza wyjazdami w dzieciństwie na kolonie nigdy nigdzie nie byłem, jednak wciąż nie wyobrażałem sobie tego rodzaju zwiedzania, ale już wiedziałem że jest to możliwe i chyba podświadomie czekałem żeby nadarzyła się okazja, bądź ludzie którzy mnie poniekąd „złapią za rękę” i poprowadzą na samym początku.

I ta nadarzyła się na studiach. Po długim czasie załatwiania dokumentów wreszcie dostałem zielone światło zarówno od Dziekana Wydziału Mechanicznego na Politechnice Gdańskiej jak i mojej obecnej uczelni portugalskiej na wyjazd na Erasmusa. Pierwsza wielka przygoda dorosłego mnie, trwająca prawie 30 godzin z noclegiem na lotnisku w Madrycie i prawie całym dniem spędzonym w Lizbonie! Pod koniec lipca dotarłem do Covilhi, a niecały miesiąc później miała miejsce moja pierwsza przygoda z autostopem! Większość osób z kursu językowego, który odbywał się przez cały sierpień na Universidade da Beira Interior doszła do wniosku, że warto poznać trochę lepiej Portugalię i na pierwszą wycieczkę dobrze będzie pojechać do Porto. Miasto piękne, położone niedaleko – bo tylko 250 km – więc mała grupa odważnych zdecydowała się spróbować i ruszyć bez większego doświadczenia w trasę „stopem”, bo to przecież takie łatwe… Obecnie, w ciągu 24 godzin moim rekordem jest pokonanie blisko 1400 km, a tamtego pamiętnego dnia całej naszej piątce podzielonej na dwie grupy udało się przejechać… 40 km! Na szczęście w Portugalii latem jest za gorąco żeby żyć więc bez większych problemów, przykrycia i długich spodni wyspaliśmy się gdzieś na ławkach, a następnego dnia już autobusem dojechaliśmy na miejsce, a dzięki brawurowej akcji dnia poprzedniego zaoszczędziliśmy aż 1 euro na bilecie.

Tak jak jedna jaskółka wiosny nie czyni, tak jedno niepowodzenie o niczym nie świadczy. Jak wiadomo, nie ma się co poddawać czy zrażać, każdemu może nie wyjść. Drugie podejście miało miejsce prawie dwa miesiące później, w dwójkę z doświadczonym w tej dziedzinie kolegą chcieliśmy udać się do Coimbry, oddalonej o podobny dystans co Porto i ku mojemu zdziwieniu się udało! Co prawda nocleg w toalecie na stacji benzynowej do najprzyjemniejszych nie należy szczególnie gdy od 4 rano nie dało się spać bo było zbyt zimno, jednak zawsze trzeba znajdować pozytywy! Więc tym razem udało się dojechać 20 kilometrów dalej niż poprzednio, a wspomniane miejsce pamiętam za każdym razem do teraz, gdy jadę w tamtym kierunku.

Tak jak dwa lajki na fanpage’u statystyki nie czynią, tak też gdybym się przejmował powyższym progresem, to, żeby dotrzeć autostopem do pierwszego celu, potrzebowałbym jeszcze około 9 wypraw i 18 miesięcy! Jednak istnieje inne znane powiedzenie, które brzmi: do trzech razy sztuka, i w rzeczy samej tak było. Ostatnim podejściem, na które się zdecydowałem była podróż do Salamanki, o 50 km bliżej niż obie poprzednie, ale za to w Hiszpanii. Pamiętnego dnia pojechałem z koleżanką i zły czar prysnął. W zaledwie 3,5 godziny byliśmy na miejscu, a ekscytacji nie było końca. Po noclegu na CouchSurfingu następnego dnia podjęliśmy próbę ataku na Valladolid oddalone o ponad 100 km, a na stopa czekaliśmy jakieś 15 sekund!

Tamten weekend zmienił wszystko. Parę tygodni później dojechałem do Coimbry, a nowy 2013 rok świętowałem w Porto. Obecnie autostopem przejechałem blisko 27 000 km i jednym z moich obecnych celów jest dobić do 40 000, żeby „okrążyć” Ziemię.

I kto by pomyślał, że kiedyś stanę się jednym z tych ludzi, o których za dzieciaka mówiłem „szaleńcy”, a to wszystko co dawniej było niemożliwe dzisiaj przestanie cokolwiek znaczyć? Vai lá cara!

1270914_597257653653903_892037351_o

O mnie

ObrazekJak sama nazwa wskazuje „o mnie” to post, który po za tym, że mówi kim jestem to zazwyczaj jest też pisany jako pierwszy, a jak wiemy chociażby z doświadczenia szkolnego zawsze to co pierwsze jest najłatwiejsze, a schody zaczynają się z czasem. Niestety, w tym wypadku jest chyba odwrotnie, bo o wiele łatwiej jest pisać o tym co się wydarzyło w podróży jako obserwator, niż o sobie, gdy każdy z Twoich znajomych postrzega Cię na swój własny sposób, a większość z nich po przeczytaniu kilkunastu kolejnych zdań, tym razem wspólnie, zapewne stwierdzi: „chyba mowa o kimś innym”.

Jestem Tony Kososki, choć tak naprawdę mam na imię Przemek, ale używam wspomnianego pseudonimu z wielu powodów, o których jednak nie warto tu wspominać. Obecnie mam 21 lat, pochodzę z Gdańska i od dwóch lat jestem na wymianie w Portugalii, w przepięknej i najukochańszej pod słońcem miejscowości jaką jest Covilhã. Nie ma co ukrywać, że gdyby nie Erasmus to nie rozwinął bym w sobie wielu cech, które pomagają mi „przetrwać” w codziennym i niecodziennym życiu. Innymi słowy – nie byłbym sobą. To tu spróbowałem wielu rzeczy po raz pierwszy i prawie cały mój świat przewrócił się do góry nogami. Kolejne bariery, które kiedyś były trudne do przeskoczenia zacząłem pokonywać ot tak, a moja strefa komfortu poszerzyła się tak bardzo w tak krótkim okresie czasu jak nigdy przedtem!

W maju zeszłego roku, moi znajomi zrobili krótki filmik, w którym poprosili o opisanie w trzech słowach życia ankietowanego od momentu przyjazdu za granicę. W zasadzie chyba nie było osoby, która w swojej odpowiedzi nie umieściła podróżowania. Podobnie jak wielu studentów, ja też tu zacząłem i stało się to moją pasją, a nawet trochę jak uzależnienie. I o ile na ten narkotyk z początku były pieniądze tak później finanse się skończyły a zwiedzać dalej się chciało więc trzeba było poszukać alternatywnych, tańszych metod, a najlepszymi oczywiście były autostop i spanie w namiocie. Z czasem odkryłem, że pomimo trudności jest to świetna sprawa być tam gdzie się chce, bez wydawania fortuny, a obserwując mój progres ci sami znajomi namówili mnie żebym zaczął pisać o tym co robię dzięki czemu powstała ta strona.

W przeciągu ostatniego roku udało mi się zwiedzić wiele miejsc w Europie, a tylko w same wakacje przejechałem blisko 20 różnych krajów, wydając przy tym mniej niż 200 euro. Oczywistym jest, że ze względu na czas nie mogłem w 100% poznać wszystkiego, ale obecnie wiem, że w Bułgarii policjantowi trzeba dać 5 euro łapówki, przy czym w Serbii już 30, że Szwajcaria jest jednym z najpiękniejszych krajów w Europie, w Bośni latem jest tak ciepło jak na pustyni, łatwiej jest przejechać z końca Europy do stacji benzynowej nieopodal Wiednia, niż z tej samej stacji złapać Austriaka, którzy podrzuci te 15 km, a jedynym miejscem na świecie, gdzie można dostać mandat za spanie w namiocie jest Polska!

Dzięki swoim podróżom nauczyłem się, że ludzie na świecie wcale nie są źli, a wręcz przeciwnie bardzo życzliwi i pomocni. Niedaleko Aten kierowca tira trzy razy pytał mnie czy chcę kawę, więc doszedłem do wniosku, że dopóki nie powiem tak to nie ruszy. W Albanii, która chyba większości nie kojarzy się z niczym dobrym, gdy spytałem o drogę zostałem najpierw nakarmiony, a cała rodzina, z której tylko jedna osoba potrafiła mnie zrozumieć, radowała się, że mają gościa w swoich naprawdę skromnych progach. W Turcji z kolei nie trzeba o nic pytać, sami proponowali, gdy tylko na mnie spojrzeli!

Nie byłem jeszcze wszędzie i nie znam całego świata, a podróżowanie poza Europą to z pewnością zupełnie inna bajka, jednak po tym czego doświadczyłem śmiało mogę stwierdzić, że większość rzeczy, które dzieją się w naszym życiu nie są dziełem przypadku i wynikają z naszego myślenia. Jeśli sądzisz, że są jakieś granice, to istnieją one tylko w Twojej głowie, a ich pokonanie to tylko kwestia zmiany tego myślenia!

Więc… Co Cię jeszcze powstrzymuje żeby ruszyć z miejsca? Vai lá cara!

886197_510779755635027_305366012_o